„Headshot. Mroczna karma” – Nie da się zabić zła

materiały prasowe

Tul widzi rzeczy do góry nogami. Kula, która utkwiła w jego głowie, w czasie jednej z akcji, odwróciła perspektywę, ale świat pozostał tak samo zły.

materiały prasowe/więcej w galerii

Film tajskiego reżysera Pen-eka Ratanaruanga jest mrocznym kryminałem. Powstał na podstawie powieści „Fon Tok Kuen Fa” („Rain Falling Up the Sky”) Wina Lyovarina, prowokatora i jednocześnie uznanego pisarza, dwukrotnego laureata prestiżowej nagrody S.E.A. Write Award. Ich dzieło jest tajskim kandydatem do Oscara, w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”.

„Headshot. Mroczna karma” jest filmem drogi, z której się nie schodzi, która nigdzie nie prowadzi. Akcentuje to powtarzający się motyw nocnej jazdy. Tul jedzie bez celu. Jest szantażowany, zmienia się z policjanta w mordercę mściciela. Na pewnym etapie swojej wewnętrznej podróży jest również buddyjskim mnichem. Fabuła jest tak pogmatwana jak życie mordercy. Gdy człowiek wejdzie do świata zła na zawsze pozostanie w jego kręgu. A może rodzi się zły i nigdzie nie musi wchodzić?

Zdaniem głównego bohatera ten mrok jest w genach. Tul próbuje go wyplenić. Jednak ciemność oblepia go swymi mackami. Goni go. Pojawiają się piękne kobiety, które raz mu pomagają, raz sprowadzają na manowce. Nie wiadomo, kto jest kim. Oniryczne obrazy wzmagają poczucie niepewności. Gdy Tul prosi o rękę jedną z nich, dziewczyna mówi, że to niemożliwe, ponieważ jest zła. Kochanek odpowiada, że to dobrze, bo porządni ludzie żyją krótko. Los zaprzecza jego tezie. Zło szybko umiera, ale równie szybko się odradza. Można by rzec – taka karma.

Pen-ek Ratanaruang manipuluje widzem, przeraża drastycznymi scenami, w jego dziele prawie nie ma dnia, akcja dzieje się w półmroku. „Headshot. Mroczna karma” jest filmem artystycznym, bardzo ważna jest w nim sfera wizualna, jego kadry można wyciąć i powiesić na ścianie. Nie spodoba się tym, którzy szukają w kinie rozrywki. Wieczne powroty sprawiają, że czujemy się jakbyśmy tkwili w psychicznym grzęzawisku. Może czasami warto? Tul stwierdza, że od kiedy widzi świat do góry nogami dostrzega więcej, ponieważ nietypowa sytuacja wymaga od niego skupienia.

Listopadowa aura pasuje do tajskiego kryminału, ten czas sprzyja zadumie i filozoficznym podróżom. Tym, którzy chcą uniknąć melancholii polecam raczej słoneczną komedię.

Więcej o filmach czytaj TUTAJ

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/0kzeoiZM0gE?list=UUc_Oi6I-IACDbP2c7f2k9dQ&hl=pl_PL” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]