Ki

fot. materiały prasowe

Naprawdę ma na imię Kinga, ale każe mówić do siebie Ki, na swojego dwuletniego synka Piotrusia woła zaś Pio. Tak jest ponoć bardziej cool, w rzeczywistości jednak pretensjonalność tu aż skrzeczy. Ki samotnie wychowuje dziecko, ale nie chce powtórzyć błędów własnej rodzicielki i robi wszystko, by się nie poddać ograniczeniom, jakie ze sobą niesie macierzyństwo.
Nie chce być kolejną umęczoną matką Polką. Dlatego, choć kocha swojego synka, próbuje żyć tak jak przed jego narodzinami – a więc barwnie i na luzie. A przy okazji stara się realizować swoje ambicje artystyczne. Na to jednak potrzebny jest czas, stąd Ki, ten kolorowy ptak o mentalności kukułki, tak chętnie dzieli się kłopotami i obowiązkami z innymi. Tyle że ci inni sami zajęci są swoimi własnymi sprawami. Bo „Ki”, udany fabularny debiut dokumentalisty Leszka Dawida, nie jest tylko portretem młodej pogubionej kobiety (życiowa rola Romy Gąsiorowskiej), która jakoś jeszcze nie dorosła do roli matki, to także obraz dzisiejszych relacji międzyludzkich, w których jest jakby coraz mniej chemii. Ludzie niczym samotne atomy zbliżają się tu jeden do drugiego, obijają się o siebie, ale żadne wiązania nie powstają.

reklama

Polska 2011, reż. Leszek Dawid, wyk. Roma Gąsiorowska, Adam Woronowicz, Sylwia Juszczak dystr. Best Film