Kobiety z 6. piętra

fot. materiały prasowe

Jean-Louis Joubert (Fabrice Luchini) ma właściwie wszystko, co statecznemu mężczyźnie w średnim wieku potrzebne jest do szczęścia. Ma dwóch rezolutnych synów, szykowną żonę, eleganckie mieszkanie w starej paryskiej kamienicy, dobrze płatne zajęcie (jest maklerem giełdowym), no i paru sprawdzonych znajomych. A jednak pan Joubert nadmiernie szczęśliwy jakoś nie jest. Dlaczego?
Może dlatego, że sztampa mieszczańskiej egzystencji, jaką prowadzi, uwiera go niczym nazbyt wykrochmalony kołnierzyk u koszuli? A może przez to, że w jego małżeństwie jest tyle ognia, co w dawno wygaszonym martenowskim piecu? Jedno jest pewne, od chwili gdy nasz bohater pozna bliżej zamieszkujące szóste piętro jego kamienicy służące, głównie Hiszpanki, poczucie, że dzień w dzień omija go naprawdę coś ważnego, zacznie w nim zdecydowanie narastać. Zwłaszcza że spontaniczne i żywiołowe kobiety pomogą mu odkryć, czym jest radość życia, ludzka solidarność, przyjaźń czy miłość wreszcie. To dzięki nim Joubert pojmie, że mieć i być to nie jest to samo. I wybierze to drugie. Bajka? Pewnie tak, ale sympatyczna, zgrabnie opowiedziana i zabawna. W sam raz na świąteczny czas, kiedy cuda ponoć się zdarzają.

reklama

Les Femmes du 6Ème Étage, Francja 2011, reż. Philippe Le Guay, wyk. Fabrice Luchini, Natalia Verbeke, Sandrine Kiberlain, Carmen Maura, Lola Dueñas, dystr. Best Film.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »