Lena Dunham: artystyczne życie po studiach

Kadr z filmu Girls, lena siedzi w środku

Lena Dunham ma 26 lat i kilka kilogramów nadwagi. Ma też sporo historii do opowiedzenia. Ciężko walczyła o sukces, a kilku jej chłopaków okazało się kryptogejami. Te i inne codzienne sprawy uczyniła sednem swojej twórczości.
Lena Dunham urodziła się w 1986 w Nowym Jorku jako córka malarza i fotografki. Kiedy skończyła studia w zakresie „creative writing”, rodzice postawili jej ultimatum: może mieszkać z nimi, ale musi iść do pracy. Jej droga od tego momentu była żmudna – jak sama mówiła, na każde dwa kroki do przodu przypadał jeden do tytułu. O dziwo, takim tempem zaszła całkiem daleko.

Pożyczając i żebrząc, udało się jej wreszcie sfinansować reżyserski debiut „Mebelki” (2010), opowiadający o życiowych dylematach świeżo upieczonej absolwentki studiów. Sukces filmu przyniósł jej propozycję stworzenia dla HBO komediowego serialu, którego producentem miał być Judd Apatow, jeden z najciekawszych twórców współczesnej amerykańskiej komedii. W ten sposób powstały „Girls” (2012), w których Dunham jest nie tylko scenarzystką, ale i reżyserką, producentką wykonawczą i odtwórczynią głównej roli.

Materiałem, w jakim rzeźbi Dunham, jest jej własne życie. Albo opisuje postacie podobne tym, które spotkała, albo będące w jakimś stopniu jej alter ego. Sam rys fabularny „Girls” brzmi znajomo. Dwudziestokilkuletnia Hannah (Dunham) chce być pisarką, ale rodzice odcinają jej dopływ pieniędzy. Aby utrzymać się w Nowym Jorku, musi imać się różnych prac, pożyczać i wyłudzać. Zbliżone problemy mają jej przyjaciółki: atrakcyjniejsza od niej, ale i sztywniejsza Marnie (Allison Williams), Shoshanna (Zosia Mamet) mentalnie pozostającą wciąż w okresie pidżamowych imprez, a także kuzynka Shoshanny, Jessa (Jemima Kirke) – blond włosa femme fatale, obdarzona zabójczym brytyjskim akcentem i brakiem jakichkolwiek skrupułów. Perypetie finansowe przeplatają się z emocjonalnymi. Przez życia dziewczyn przemykają kolejni mężczyźni, a jeśli nie ma w pobliżu żadnych przedstawicieli brzydszej płci, bohaterki rzucają się sobie na zmianę w ramiona i do gardeł.

Główną rzeczą, jaka zachwyca w „Girls”, jest ich bezkompromisowość, idąca w parze ze sporą dozą empatii. Tematyka jest intymna – od seksualnych kompleksów przez choroby weneryczne po aborcję – jednak nie czuć tu taniej, pornograficznej ekscytacji, znanej chociażby z „Californication”. Bohaterki pokazane są z całym bagażem wad: spod rzekomo „skomplikowanej osobowości” wyziera pospolity egoizm, nonszalancja kończy się dokładnie w tym samym miejscu, co pieniądze. Nie przeszkadza to jednak w sympatyzowaniu z każdą z nich. Ponadto przedstawione w „Girls” sytuacje są barwne, równocześnie „wzięte z życia” oraz na swój sposób szalone. I, rzecz jasna, bardzo śmieszne.

Biorąc poprawkę na pewne różnice ekonomiczne – wiadomo, życie polskich post-studentów bywa dużo bardziej parszywe niż te pokazane w „Girls” – zostaje tu sporo miejsca na identyfikację. Poniżające rozmowy kwalifikacyjne, lęk przed emocjonalnymi zobowiązaniami i zazdrość wobec życiowych sukcesów zdolniejszych rówieśników – Dunham kilka rzeczy już przeżyła i potrafi o tym opowiedzieć w taki sposób, abyśmy mogli się w jej historii przejrzeć jak w lustrze.