Najlepsze filmy kostiumowe

Kadr z filmu "Duma i uprzedzenie"

Uwielbiamy je, podziwiamy wspaniałe stroje z różnych epok i z zapartym tchem śledzimy losy bohaterów oraz ich sercowe rozterki i uczuciowe gierki. Wyraźnie widać, że wraca na nie moda. Prezentujemy najlepsze naszym zdaniem filmy kostiumowe.

reklama

Niebezpieczne związki, reż. Stephen Frears, wyk. John Malkovich, Glenn Close, Michelle Pfeiffer, rok produkcji: 1988

Kapitalna adaptacja powieści Choderlosa de Laclosa w reżyserii Stephena Frears’a to dziś już właściwie klasyka gatunku. Nieważne ile razy się to już oglądało – wciąż wciąga tak samo. Historia zakładu wicehrabiego de Valmont (John Malkovich) ze swą byłą kochanką (Glenn Close) o zdobycie uczuć cnotliwej mężatki, pani de Tourvel (Michelle Pfeiffer), zachwyca świetnym, doskonale rozpisanym scenariuszem i przede wszystkim mistrzowską grą aktorską. To aktorzy i postaci są tu na pierwszym planie i to dzięki nim obraz ten jest pełen życia. Uwagę przykuwa najmocniej John Malkovich, wręcz stworzony do tej roli, choć zapewne ci, którzy czytali książkę, wyobrażali sobie uwodzicielskiego przystojniaka. Aktor nadrabia jednak niezwykłą charyzmą, przez co nadaje tej postaci zupełnie nowy wymiar i sprawia, że przebiegła postać wicehrabiego Valomonta to zdecydowanie najjaśniejszy punkt filmu, mimo iż wspaniała Glenn Close dotrzymuje mu kroku. Oboje tworzą fantastyczny ekranowy duet, którego słowne (i nie tylko słowne) gierki są filarami produkcji.

 

Barry Lyndon, reż. Stanley Kubrick, wyk. Ryan O’Neal, Marisa Berenson, rok produkcji: 1975

Prawdopodobnie najlepszy film kostiumowy w historii kina, przynajmniej jeśli spojrzeć na niego od strony formalnej. „Barry Lyndon” Stanleya Kubricka to niezwykle dostojna i elegancka historia wzlotów i upadków ubogiego irlandzkiego konformisty, Redmonda Barry’ego, który po poślubieniu bogatej wdowy po lordzie Lyndon przybiera jego nazwisko. Uwagę zwracają perfekcyjnie odwzorowane kostiumy z epoki ( XVIII wiek), wrażenie robi dopracowana w najmniejszym szczególe scenografia oraz to, że film ten został nakręcony przy naturalnym oświetleniu (co szczególnie robi wrażenie podczas scen dziejących się w nocy, kręconych przy świetle rzucanym przez świece!). Ryan O’Neal, pamiętny z „Love Story” spisuje się znakomicie w roli tytułowej. Obraz powstawał wśród przepięknych i malowniczych plenerów Irlandii, Anglii i Niemiec. Wspaniale prezentują się także sceny walki. Film cechuje surowe piękno, które swym klimatem niemalże uwodzi widza do samego końca .

 

Przeminęło z wiatrem, reż Victor Fleming, wyk. Vivien Leigh, Clark Gable, rok produkcji: 1939

Bodaj najpopularniejszy film wszech czasów. Zdobywca 10 Oscarów, który zarobił oszałamiającą jak na swoje czasy sumę pieniędzy. W samej Ameryce „Przeminęło z wiatrem” przyniosło na przestrzeni lat prawie 200 milionów dolarów, co – biorąc pod uwagę inflację – daje rekordową kwotę ponad 1,6 miliarda dolarów tylko z tylko dystrybucji w Stanach! Uwzględniając, że na świecie film zarobił drugie tyle, można podejrzewać, że jego finansowy wynik to łącznie grubo ponad 3 miliardy dolarów, a więc jest to prawdopodobnie najbardziej kasowy film w historii kina!

Romans Scarlett O’Hary i Rhetta Butlera trochę się zestarzał, ale nadal dobrze się go ogląda. W swoim czasie był to najdroższy film jaki kiedykolwiek powstał i to widać, szczególnie po rozmachu tej produkcji. Wspaniała scenografia i kostiumy z epoki drugiej połowy XIX wieku są do dziś wyznacznikiem dla twórców tego gatunku, no i po ciągle potrafią zachwycić. Film trwa prawie 4 godziny, a jednak seans nie nudzi się ani przez minutę, co jest głównie zasługą reżysera Victora Fleminga, który niezwykle sprawnie opowiada całą historię za pomocą dostępnych wówczas środków. Jednak obraz ten nie byłby sukcesem, gdyby nie udział Vivien Leigh, wcielającej się w rozkapryszoną Scarlett, i wspaniała relacja między nią a Clarkiem Gablem w roli Rhetta Butlera, którzy mimo upływu lat nadal są przez wielu uważani za najlepszą ekranową parę w historii kina.

Oczywiście, film cierpi na „bolączki” epoki, w której powstał – pełen jest patosu, staroświeckich zabiegów, a postać grana przez Clarka Gable już dawno się zdezaktualizowała, ale i tak każdy, kto ma słabość do historii miłosnych (tu w dekoracjach Wojny Secesyjnej), ulegnie czarowi tego romansu wszech czasów.

 

Elizabeth, reż. Shekhar Kapur, wyk. Cate Blanchett, Geoffrey Rush, rok produkcji: 1998

Niezwykle wystawna biografia królowej Elizabeth, ze wspaniałymi kostiumami i fantastyczną Cate Blanchett w roli tytułowej. To właściwie od tego filmu rozpoczęła się wielka kariera filmowa Australijki, a ona sama uznawana jest dziś za jedną z najwybitniejszych aktorek świata. Obraz zachwyca kostiumami, wykwintną dekoracją, ale największe wrażenie robi opowiadana historia – bardziej przypominająca w formule rasowy thriller niż konwencjonalną biografię kostiumową. To odświeżenie gatunkowe okazało się strzałem w dziesiątkę, bo „Elizabeth” to film trzymający w napięciu od początku do końca, zręcznie pokazujący widzom mechanizmy władzy. Wspaniałe widowisko, które zresztą doczekało się sequela.

 

Jane Eyre, reż. Cary Fukunaga, wyk. Mia Wasikowska, Michael Fassbender, rok produkcji: 2011

Nadzwyczaj udana adaptacja powieści Charlotte Brontë. Wspaniale zagrana przez Mię Wasikowską „Jane Eyre” to jeden z najlepszych kostiumowych melodramatów ostatnich lat!

Nikomu nieznany młody reżyser Cary Fukunaga, mógł wydawać się dość dziwnym wyborem do filmowej adaptacji jednego z najpopularniejszych książkowych romansów, ale z zadania wywiązał się znakomicie. Jego „Jane Eyre” jest taka, jak być powinna, czyli niezwykle elegancka i wspaniale balansująca między okazywaniem siły i namiętności głównych bohaterów. Fukunaga sprawnie opowiada nam historię Jane, a całość okraszona jest znakomitymi zdjęciami Adriano Goldmana, które dodatkowo podkreślają nastrój tego obrazu, podobnie jak poruszająca muzyka Dario Marianellego. Wszystko to tworzy jeden z najbardziej udanych filmów kostiumowych, jakie ostatnio mogliśmy oglądać na ekranie, a przy tym bardzo wierny literackiemu pierwowzorowi. (Czytaj więcej w recenzji)

 

Duma i uprzedzenie, reż. Joe Wright, wyk. Keira Knightley, Matthew Macfadyen, Donald Sutherland, rok produkcji: 2005

Anglia. Początek XIX wieku. Państwo Bennet mają aż 5 córek, a jako że wedle litery prawa dom może odziedziczyć tylko mężczyzna, przyszłość dziewcząt nie jest zbyt pewna. Żeby jej więc zabezpieczyć, cała rodzina tym uważniej rozgląda się za odpowiednim (przede wszystkim pod względem społecznym i dochodowym) kandydatem. O ile jednak czwórka sióstr uważa, że małżeństwo to ich główny cel w życiu, o tyle jedna z nich – Elizabeth (Keira Knightley) chce od losu czegoś więcej.

Pomimo tego, że twórcy obrazu dość wybiórczo podeszli do poszczególnych wątków z książki i w filmie zobaczymy tylko te najważniejsze, nie zmienia to faktu, że ta filmowa wersja „Dumy i uprzedzenia” dostarcza widzom wiele rozrywki na przyzwoitym poziomie. Siłą obrazu są inteligentne, bogate i cięte dialogi, prowadzone przez głównych bohaterów, oraz bardzo udana kreacja Keiry Knightley, która w większości dźwiga cały film. A oprócz tego należy doliczyć do całości znakomitą, dopracowaną do ostatniego szczegółu scenografię oraz wspaniale odtworzone kostiumy z epoki.

 

Faraon, reż. Jerzy Kawalerowicz, wyk. Jerzy Zelnik, Barbara Brylska, rok produkcji: 1966

A na koniec dowód na to, że rodzima kinematografia również ma się czym pochwalić. Jerzy Kawalerowicz, pomimo wielokrotnie mniejszego budżetu niż hollywoodzki, zdołał nakręcić film zachwycający rozmachem (nie tylko jak na polskie warunki!) zarówno w czasach, w których powstał, ale też robiący wrażenie i dziś. Już to, że nie razi, a przecież powstał w 1966!, mówi samo za siebie. Uwagę zwracają wspaniałe kostiumy z kultury dalekiej w końcu od naszej i niezapomniana rola Jerzego Zelnika w roli faraona Ramzesa XIII.

„Faraon” Kawalerowicza to dość wierna adaptacja książki Bolesława Prusa, która zręcznie łączy w sobie elementy „kina sandałowego” – nie brak tu różnego rodzaju intryg, zbrodni czy romansu, scen batalistycznych. Idealna mieszanka dla każdego widza. Film ten należy do niestety nielicznej grupy udanych polskich widowisk i jest chyba jedynym obrazem nakręconym na podstawie lektury szkolnej, który można uznać za w pełni udaną produkcję.