Polowanie na kozła ofiarnego

"Polowanie"
Kino Świat

Historią nauczyciela oskarżonego o pedofilię Thomas Vinterberg powraca do swojego „Festen” z 1998 roku i wywraca na lewo zarówno podjęte tam wątki, jak i zastosowane rozwiązania stylistyczne.

"Polowanie"
Kino Świat/więcej w galerii

reklama

Chropowata, pół-amatorska estetyka skandynawskiej dogmy zamienia się w czytelny hollywoodzki szablon, nie tracąc przy tym nic na sile oddziaływania.

W człowieku drzemie pierwotna bestia – zdaje się mówić reżyser. Nieważne, czy ma lat pięć, czy czterdzieści pięć. Do bezmyślnego okrucieństwa zdolny jest w każdej chwili. To swoisty mechanizm obronny. Przekonujemy się o tym, gdy pięciolatka oskarża swojego nauczyciela o seksualną napaść. Nie robi tego ze złośliwości, po prostu chce zaistnieć, zwrócić na siebie uwagę. Nie wie jeszcze, jaką lawinę zdarzeń wywoła jej z pozoru niewinne kłamstwo.

Ale to nie dziewczynka jest tu główną antagonistką. Vinterberg na celownik bierze ludzi jako społeczność – bezmyślną, pozbawioną analitycznego czynnika masę, której do działania wystarczy najmniejszy impuls. Nie jest to jednak tylko efektownie rzucone oskarżenie, a próba zrozumienia mechanizmów, którym większość z nas ulega. Dlaczego chcemy i potrafimy nienawidzić, bazując na mało czytelnych przesłankach? Jak dopasowujemy do nich otaczającą, sprzeczną z nimi rzeczywistość? I najważniejsze – co robimy z tą nienawiścią, gdy wiemy już, że byliśmy w błędzie?

Vinterberg dotyka jednego z najbardziej nośnych zagadnień dzisiejszego świata – pedofilii. Rozumie ją jednak jako coś więcej, niż tylko akt seksualnej agresji. U niego to także pewien mit, uciążliwa skaza, którą trudno z siebie zmyć. Nieważne, czy się to zrobiło, czy nie. Raz rzuconego oskarżenia o molestowanie seksualne (zwłaszcza dotyczącego dzieci) nie da się już cofnąć – w społeczeństwie, które boi się własnej seksualności, jest to największe tabu.

Film Vinterberga, choć wpisuje się w prosty schemat polowania na czarownice, robi to w imponującym stylu. Reżyser nie ogląda się na popularne rozwiązania narracyjne, a choć parokrotnie sugeruje, że domniemana niewinność bohatera może stać pod znakiem zapytania, na ogół unika tanich, „gatunkowych” chwytów. Bohater okazuje się u niego ważniejszy od samej intrygi – jest świętością, której nie da się podporządkować efekciarskim przetasowaniom.

Dlatego też swoją opowieść snuje w niezwykłym skupieniu, konsekwentnie wysuwając na pierwszy plan odtwórcę głównej roli – nagrodzonego za nią w Cannes Madsa Mikkelsena. To właśnie dzięki niemu przedstawiony w filmie mechanizm wykluczenia i wyrzucenia poza społeczny nawias jest nośnikiem silnych emocji. Swoje robi fakt, że charyzmatyczny aktor – kojarzony na ogół z agresywnymi, energicznymi postaciami – tutaj staje się ofiarą.

Zaskakująco wycofany, pokorny i bezsilny wobec eskalacji oskarżeń, Mikkelsen pokazuje, że tak newralgiczna sytuacja złamać może każdego.