Polowanie na Romów: „To tylko wiatr” – recenzja

"To tylko wiatr" - recenzja
mat.prasowe

„To tylko wiatr” Bence Fliegaufa jest hiperrealistyczną opowieścią o okrucieństwie człowieka. Poznajemy historię cygańskiej rodziny, zaszczutej przez sąsiadów.

"To tylko wiatr" - recenzja
mat.prasowe/więcej w galerii

Film zyskał uznanie krytyków i miano oficjalnego węgierskiego kandydata do Oscara 2013 dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Węgiersko-francusko-niemiecka koprodukcja otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale.Reżyser Bence Fliegauf jest również autorem scenariusza, w którym poruszył temat serii aktów przemocy wobec Cyganów, które zdarzyły się w latach 2008 i 2009 na Węgrzech. Sprawcy zaatakowali 16 romskich domów, rzucając w nie koktajle Mołotowa i oddając 63 strzały z broni palnej. Zginęło wtedy sześć osób, pięć zostało rannych, a pięćdziesiąt pięć poszkodowanych. Postępowanie karne w tej sprawie jest w toku.

Historia w „To tylko wiatr” zaczyna się o świcie. Widzimy kobietę, która przygotowuje posiłek dla starszego mężczyzny i szykuje się do pracy. Jest sprzątaczką, pracuje na dwie zmiany, wychodzi z domu na cały dzień. W tym czasie jej dzieci są same. Córka idzie do szkoły, a młodszy syn włóczy się po okolicy. Cały czas czujemy, że stanie się coś złego. Martwimy się, czy dzieci i matka całe i zdrowe wrócą do siebie.

Wiemy, że niedawno w okolicy zamordowano romską rodzinę. Oczami członków kolejnej obserwujemy otoczenie. Romowie mieszkają w okropnych warunkach. Widzimy melinę, zamroczoną kobietę, brudnych mężczyzn, dzieci biegające samopas. Z drugiej strony – ludzi, którzy traktują ich jak pasożyty, które trzeba wyeliminować. W pewnym momencie pada stwierdzenie, że najlepiej zabijać dzieci, że zło trzeba zdusić w zarodku. Pytanie, dlaczego oprawcy w końcu atakują tych, którzy pracują, chodzą do szkoły, próbują pośród nich normalnie żyć. Czy nienawiść jest ślepa, czy może jednak rasiści mają jakiś wyrafinowany plan?

– Choć mój film powstał z potrzeby opowiedzenia o zaistniałych wypadkach, nie jest dokumentalną rejestracją tamtych wydarzeń – tłumaczy reżyser. – Ważne dla mnie było pokazanie sytuacji potencjalnych ofiar. Chciałem, aby publiczność mogła choć przez chwilę znaleźć się w ich skórze, doświadczyć choć w niewielkim stopniu tego, czego doświadczają ofiary, kiedy ktoś na nie poluje. To było największe wyzwanie – dodaje.

Ta okropna historia zdarzyła się na Węgrzech, ale oglądając film w ogóle nie myślałam o kraju, czułam, że to nie jest ważne. Zbrodnia nie zna granic, może być wszędzie tam, gdzie pielęgnuje się niechęć do obcych. W każdym miejscu mogą znaleźć się zwyrodnialcy, którzy w imię swoich zasad polują na ludzi.

„To tylko wiatr” jest trudnym filmem, nie podnosi na duchu, sprawia, że z kina wychodzimy zmęczeni i smutni. Najważniejsze jest w nim to, że rodzi się w nas bunt przeciw niesprawiedliwości. Bence Fliegaufa nie pozawala nam zapomnieć o ofiarach. Może, dzięki niemu będzie ich trochę mniej?