Przepis na miłość

for. materiały prasowe

Urocza i dość nietypowa historia miłosna z dużą ilością czekolady w tle. Idąc tropem tytułu, ten film to idealny przepis na dobrze spędzony czas.
Chorobliwie nieśmiała i nadwrażliwa Angelique dostaje pracę w firmie produkującej czekoladki. Jej szef, Jean-René, stwarza pozory twardego i zimnego człowieka, ale w rzeczywistości głęboko ukrywa swój lęk przed kobietami. Z czasem oboje zaczynają się sobie podobać – szkopuł w tym, że żadne nie ma odwagi , aby zrobić pierwszy krok.

reklama

„Przepis na miłość” to film o dość zaskakującej formule. Przypomina trochę przesłodzoną bajkę (ale tej słodyczy nie tak znowu za dużo), przywodząc w pierwszej kolejności skojarzenia z niezapomnianą „Amelią” i staroświeckimi musicalami w stylu „Mary Poppins”. Nie da się zaprzeczyć, że obraz ma swój urok i nietrudno mu się oprzeć. Oprócz tego jest też świetnie zagraną komedią sytuacyjną o ludziach, którzy muszą walczyć ze swoimi fobiami. Ich chorobliwa nieśmiałość bywa źródłem śmiechu, ale chwilami potrafi też zmusić widza do refleksji, bo ta przypadłość uniemożliwia im normalnie funkcjonowanie w społeczeństwie. Oczywiście film jest wesoły i bardzo pozytywny, ale ten „poważniejszy” element cały czas unosi się nad całą historią i dodaje jej szczyptę wiarygodności, bez której danie to mogłoby być dla wielu zbyt przesłodzone.

Chyba najbardziej pozytywna filmowa propozycja tej jesieni. Poprawi humor każdemu.

Les Émotifs Anonymes, Belgia, Francja 2010, reż. Jean-Pierre Améris, wyk. Isabelle Carré, Benoît Poelvoorde, dystr. Best Film