Ryan Gosling – Zdystansowany wobec świata

Był małym, wulgarnym chłopcem. Miał obsesje, zrobili z niego fanatyka. Miewał odmienne stany moralności, usunęli go w cień. Nie akceptował autorytetów. Wolał, kiedy władzę nad nim zdobywały ciemne strony ludzkiego charakteru. Pogrywał z FBI, groził samobójstwem. Dla kobiet, które wzbudziły w nim iskrę pożądania, poświęcał wszystko. Za sprawą Nicolasa Windinga Refna z impetem wjeżdża na arenę międzynarodową i staje w szranki z tymi, których uznano za gwiazdy kultowe, dzięki reżyserom filmu „Kocha, lubi, szanuje” w końcu uwodzi publicznie.
„Aktorstwo jest jak taniec – wyczuwasz rytm piosenki albo nie” – mówił Ryan Gosling w wywiadzie przeprowadzonym kilka lat temu przez Emily Blunt – „Możesz się nauczyć tańca bez względu na wszystko, to oczywiste. Z aktorstwem jest tak samo. Poznasz rzemiosło, granie stanie się twoją pracą, z czasem zrozumiesz jak wykonywać ją coraz lepiej. Jeśli nie czujesz rytmu, nic tego jednak nie zmieni.” Z rytmem Ryan Gosling nigdy nie miał problemu. Jako siedmioletni chłopiec pomógł wygrać starszej od siebie dziewczynie konkurs talentów, kiedy wykonał na poły erotyczny taniec do śpiewanego przez nią hitu „Uptown Girl”. Erotyzm siedmiolatka powalił na kolana komisję. Utalentowany Ryan trafił na pierwsze strony gazet. Teraz twierdzi, że nieco wulgarny był zawsze z natury.

reklama

Mały szantażysta

Powtarzając taniec, który przyniósł mu niespodziewany sukces, Ryan wygrał casting do produkowanego przez Disney Channel programu „Klub Myszki Miki”. Producenci show (w którym pierwsze kroki stawiali Justin Timberlake, Christina Aguilera czy Keri Russell znana z serialu „Felicity”) ukrócili sprośne zabawy. Chłopiec stwierdził, że nie mogą z niego zrezygnować, bo za dużo pieniędzy utopili w promocję kanadyjskiego dziecka w amerykańskim programie. Resztę sezonu spędził jednak na obrzeżach sceny. Program nie przynosił dużych dochodów, niewiele się więc zmieniło prócz tego, że Gosling zamieszkał z mamą w przyczepie kempingowej w Yogi Park. Od połowy piątej klasy nie uczęszczał regularnie do szkoły. Mama uczyła go w domu i sprawiła, że syn skupił się głównie na szeroko pojętej idei rebelii. Nauczył się szanować ludzi za to, kim są, a nie jaką władzą dysponują. Interesował się malowaniem, słuchał Cheta Bakera i The Beatles oraz oglądał filmy biblijne. Nie znosił być dzieckiem.

Show business dał mu jednak szansę na ucieczkę z maleńkiej Cornwalii w kanadyjskim stanie Ontario, ze szkoły, w której wdawał się w bójki i spod jurysdykcji władzy, jakiej zaczął się wymykać. Jako dorosły mężczyzna przeprowadził się na przedmieścia Los Angeles, żeby móc robić co chce i jak chce. Będąc nastolatkiem zaczął nazywać aktorstwo sposobem na eksplorację ciemnych stron ludzkiej natury i zaczął szukać filmowych postaci targanych sprzecznościami. Po kilku latach spędzonych na planie „Młodego Herkulesa” w Nowej Zelandii, dostał rolę w znakomitym „Fanatyku” (2001) Henry Beana. Jako Żyd i neonazista znalazł się na festiwalu kina niezależnego w Sundance, gdzie zaczął być wypytywany o doświadczenie. Wspomina, że musiał udać, iż „ma jakieś”. Niewątpliwie robił to doskonale. Steve Carell w rozmowie opublikowanej w „Interview Magazine” nakłania go, by kłamał do woli w każdej niekomfortowej sytuacji.

Przypatrz mi się z oddali

Kadr z filmu „Drive”

Kłopoty z mainstreamem, sukces na polu niezależnej kinematografii i specyficzny image człowiekaemocjonalnie zdystansowanego wobec świata, popchnęły Goslinga w ramiona twórców indie movies. Aktor wspomina, że wszystko, co widział i czytał przed wzięciem do rąk scenariusza filmu „Fanatyk” udowadniało, że pisarz chce znaleźć sens. Henry Bean nie dał mu tego odczuć. Fakt, że reżyser i postać idą w kierunku, którego nigdy nie zrozumieją, zwrócił jego uwagę na filmy stawiające pytania, postaci nie znajdujące odpowiedzi, idące z nurtem wydarzeń i nigdy nie wracające do źródła. Takie początki po latach zaowocowały wielką miłością, która nie miała sensu. W „Blue Valentine” (2010) Dereka Cianfranco Ryan Gosling stworzył postać mężczyzny, który oddaje w ręce dziewczyny długo pielęgnowaną w sobie wolność. Romantyczna miłość kończy się dziś jednak tylko ogromnym rozczarowaniem, zdaje się twierdzić reżyser filmu. Znakomite kreacje aktorskie, które pomógł stworzyć były efektem długoletniej pracy na planie – Gosling był związany z projektem przez cztery lata, partnerująca mu Michelle Williams przez sześć. Cianfranco wydobył z obojga naturalne emocje, przeprowadził ich przez wszystkie stadia związku. Sprawił, że widzowie wychodzą z kina niosąc na barkach ciężar autentycznej relacji.

Ryan Gosling znakomicie daje sobie radę na planie także w pojedynkę. Sprawia wówczas, że wysiłki wszystkich towarzyszących mu aktorów są skierowanie na przełamanie dystansu, z jakim każe im na siebie patrzeć. Michelle Williams nie była pierwszą, której to się udało. U boku Goslinga nigdy nie brakowało gwiazd światowej sławy. W „Śmiertelnej wyliczance” (2002) partnerowała mu Sandra Bullock (oczywiście nie obyło się bez plotek na temat romansu), w „Odmiennych stanach moralności” (2003) w roli jego ojca wystąpił Kevin Spacey, a w filmie „Zostań” (2005) Ewan McGregor i Naomi Watts. Jeszcze niespełna cztery lata temu był w nim określany mianem „chudego, bladego chłopaka o dziwnym spojrzeniu”, choć już w 2004 roku zdobył nagrodę Sho West Male Star of Tomorrow. Dla niektórych jutro nie nadchodzi nigdy?

Myślałam, że nie jesteś dowcipny

Ryan Gosling bywał kochankiem, mężem, mordercą i studentem opętanym wizją samobójstwa doskonałego. Sława spadła na niego jednak dopiero, gdy został kierowcą. W wyrafinowanym wizualnie filmie Nicolasa Windinga Refna „Drive” łączy wszystkie cechy, które stanowiły esencję postaci grywanych przez niego dotychczas. Jest niedostępny, skryty, w niecodzienny sposób męski, zdystansowany wobec samego siebie i nieco ironiczny. Mieszka sam, zakochuje się rzadko, ale z niezwykłą intensywnością i brutalnie morduje w imię szlachetnej sprawy. Pewnie kroczy w kurtce zachlapanej krwią. Przywołuje odmienne stany moralności, fanatyzm i obsesje. Nie ma słabych punktów, nie stosuje szkolnych chwytów. Jest tym, kim zawsze chciał być – aktorem, który przypomina włamywacza. Wchodzi po cichu i wychodzi tak, aby nikt go nie zauważył. Stwarza postać korzystając z tego, że nie jest sławny – gdyby był – twierdzi – „byłoby mu trudniej sprawić, że widzowie uwierzą postaci, jaką się staje”.

Sława odbiera mu wolność. Dziennikarze chcą się z nim spotykać i jeździć samochodem po nowojorskich ulicach. Eksponować męskość, jaką widzą w nim kobiety. Mimo wielkich wysiłków, by przed nią uciec, sława jednak pukała do jego drzwi już po roli Noaha Calhouna w filmie „Pamiętnik” (2004). Peter Jackson rzekomo proponował mu udział w „Nostalgii Anioła” (2009) – szczęśliwie dla aktora ten pomysł nie został zrealizowany. Podobno rozmawiano także o nim w kontekście obsady filmu „Star Trek”. Dwa lata później „Szkolny chwyt” przyniósł mu nominację do Oskara, a „Miłość Larsa” (2007) – film, w którym obdarza uczuciem plastikową lalkę, bynajmniej nie obniżył jego notowań. Gosling zaprzeczył idei głoszącej, że miłość w stosunku do rzeczy (także domów, samochodów, kolekcji) jest mniej prawdziwa. Nauczył się uwodzić wszystkich. Reżyserzy nauczyli się to wykorzystywać.

Uwiedź mnie w pokoju, w którym śpisz

U boku Emmy Stone w filmie „Kocha, lubi, szanuje”

W najnowszym filmie Glenna Ficarra i Johna Requa „Kocha, lubi, szanuje” (2011) Gosling gra etatowego uwodziciela. Jako Jacob Palmer – mężczyzna, który może mieć każdą kobietę – przywraca męskość Calowi Weaverowi (Steve Carell). Uczy go odpowiednio się ubierać, zaczynać rozmowę i zapraszać kobiety do domu. Mężczyzna, który bronił dostępu do siebie i spoglądał na świat spod zmrużonych powiek, okazał się być niezwykle dowcipnym facetem. Żongluje ironią i w inteligentny, niewymuszony sposób śmieje się z kierowcy w białej, lśniącej kurtce ze złotym skorpionem, jakim stał się na potrzeby Nicolasa Windinga Refna. Przesiaduje w ekskluzywnym barze i jest panem sytuacji. Blady chłopiec przeszedł ewolucję. Stał się mężczyzną, któremu nie potrafią oprzeć się kobiety. Ta, która mu odmówi, skradnie jego serce? Byłoby to tak proste, tak naturalne? Reżyserskie wykoncypowanie ustępuje czasem miejsca prawdziwemu życiu. Nic w tym złego. Mieszanie fikcyjnej postaci z autentyczną osobą przeraziło Goslinga tylko w chwili, gdy po premierze „Pamiętnika” media zaczęły przesadnie interesować się jego związkiem z partnerującą mu w filmie Rachel McAdams.

Jakkolwiek ich relacja nie przetrwała długo, zaowocowała interesującą zażyłością Goslinga z byłym chłopakiem siostry McAdams – Zachem Shieldsem. Kiedy się spotkali, odkryli, że łączy ich obsesja na punkcie duchów. Postanowili napisać serię miłosnych pieśni o związkach duchów i potworów. Nazwali się „Dead Man’s Bones” i w 2009 roku wydali pierwszą płytę. Razem są znakomici. Granie na gitarze i śpiew to zresztą nie nowość dla Goslinga, który w wieku ośmiu lat śpiewał ze swoją dwunastoletnią siostrą na weselach, wpisując się w część ślubnego show ich wujka – sobowtóra Elvisa Presleya. Możemy założyć, że obecnie muzyka to dla Ryana Goslinga jedynie forma zabawy. Beztroska kusi jednak najbardziej, a ja od godziny nie mogę przestać słuchać utworu „In The Room Where You Sleep” z płyty sprzed trzech lat i pozbyć się wywołanego przez niego poczucia, że „zobaczyłam coś, siedziało na brzegu twojego łóżka. Widziałam, jak dotyka twojej głowy. Czai się w pokoju, w którym śpisz.” Ryan znów uwiódł mnie mrokiem, który tak naprawdę nie istnieje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »