Serial „Glee”, czyli bękarty high schoolu

Serial "Glee"
youtube.com

Emitowany przez stację Fox „Glee” przywołuje skojarzenia z całą rzeszą filmów i seriali o ciężkim życiu w amerykańskim high school: od „Zemsty Frajerów” po „Klub winowajców”, od „21 Jump Street” po „Buffy: Postrach wampirów”. Jego twórcy – Ryan Murphy, Brad Falchuk, Ian Brennan – mają jednak ambicję pójść o krok dalej. Sygnalizuje to już nazwa szkolnego chóru, wokół którego toczy się tu akcja: Nowe Kierunki.
W zrealizowanej niedawno kinowej wersji pochodzącego z lat 80. serialu „21 Jump Street” dwójka świeżo upieczonych policjantów musi wrócić do liceum, aby pod przykrywką rozpracować gang dealerów narkotykowych. Wychowani w okolicach 2000 roku, kiedy to triumfy na MTV święciły wściekłe tyrady Eminema, a w modzie był jeszcze typ mięśniaka-opryszka, zostają zaskoczeni przez nową szkolną rzeczywistość. Teraz na topie są łagodność, ekologia i pasje muzyczne. Po chwili konsternacji jeden z nich doznaje olśnienia: To wszystko wina Glee!

Głównym tematem serialu jest właśnie szkolny łańcuch pokarmowy, na którego szczycie znajdują się sportowcy i cheerleaderki, a na dole – inwalidzi, jąkały, homoseksualiści i grubasy. Ta druga grupa pod wodzą idealistycznego nauczyciela języka hiszpańskiego, Willa Schuestera (Matthew Morrison), postanawia stworzyć chór. Początkowo obśmiewany przez uczniów i szykanowany przez część kadry pedagogicznej, chór z czasem dokonuje rewolucji w szkolnej społeczności. Po pierwsze, wyrzutki i wrażliwcy odnajdują w nim miejsce, gdzie mogą realizować swoje pasje i czuć się potrzebni oraz wyjątkowi. Po drugie, za jego sprawą dochodzi do zaburzenia towarzyskiej hierarchii – okazuje się, że jeden z czołowych graczy drużyny footballowej, Finn (Cory Monteith), posiada ukryty talent wokalny, a systematycznie dręczony gej, Kurt (Chris Colfer), dzięki swojemu niezwykłemu wyczuciu rytmu staje się świetnym sportowcem. Oto Nowe Kierunki licealnego życia.

Jedną z rzeczy, jakie zwracają uwagę w „Glee”, jest jego pastiszowa tonacja – na pierwszy rzut oka historia składa się z zestawu raczej sztampowych wątków i postaci, ale wszystko z czasem nabiera psychodelicznie jaskrawych barw, puchnie od melodramatycznych zwrotów akcji i absurdalnego humoru. Ową skłonność do przesady widać już na przykładzie jednej z głównych osi fabularnych serialu, życia emocjonalnego Willa. W pierwszym sezonie jest mężem anorektycznej oszustki (Jessalyn Gilsig), która najpierw zachodzi w urojoną ciążę, a kiedy odkrywa, że nie będzie żadnego porodu, postanawia odebrać dziecko jednej z uczennic, należącej do Klubu Celibatu cheerleaderce (Dianna Agron). Najgrubszą kreską jest jednak narysowana postać wuefistki, Sue Sylvester (Jane Lynch). To wcielenie czystego Zła, kobieta-terminator, która na zmianę opowiada o wojskowej przeszłości i braku macicy oraz wrzeszczy przez megafon na swoich podopiecznych.

Ta wielokolorowa i wysokoenergetyczna – i, w gruncie rzeczy, dość ryzykowna – mikstura okazała się strzałem w dziesiątkę. Na serial spadł deszcz nagród i pieniędzy. Nakręcono kinowy film koncertowy, w którym można obejrzeć występ złożonego z bohaterów chóru, wydano też płyty ze ścieżką dźwiękową. Oczywiście powstały kolejne sezony – obecnie w USA emitowany jest już czwarty.

http://www.youtube.com/watch?v=hhKI9YS8an4