Starość nie radość? „Hotel Marigold” – recenzja

materiały prasowe

Każdemu wolno kochać. Nawet ludziom starszym. To jest główny przekaz nowego filmu Johna Maddena, który naprawdę potrafi opowiadać o miłości, co przed laty udowodnił choćby obsypanym Oscarami „Zakochanym Szekspirem”.
Czy „Hotel Marigold” jest zatem komedią romantyczną? Jak najbardziej. Ba, złośliwcy (niech im emerytura lekką będzie) pewnie zauważą nawet, że to komedia romantyczno-geriatryczna. Dla mnie jednak to przede wszystkim zabawna opowieść o odnalezionej radości życia. To prawda, że jakoś tam przewidywalna, ale w takich historiach najbardziej przecież lubimy to, co już znamy. Wszystko tu zaczyna się z chwilą, kiedy siedmioro angielskich emerytów – a są wśród nich zbolałe wdowy, zgorzkniałe panny i zawiedzione kochanki, wiecznie kłócące się małżeństwo oraz jeden lowelas i jeden gej – daje się złapać na lep mocno podrasowanej oferty hotelu Marigold i postanawia jesień swojego życia spędzić w indyjskim Dżajpurze.

Na co liczą nasi seniorzy? Ano że będzie taniej, no i inaczej niż dotąd. I to się im spełnia. Przybysze z Albionu już na delhijskim lotnisku ze zdziwieniem konstatują, że Indie są jakieś inne. A potem jest coraz śmieszniej.

Hotel Marigold (The Best Exotic Marigold Hotel), reż. John Madden, wyk. Judi Dench, Bill Nighy, Maggie Smith, Tom Wilkinson, Dev Patel

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »