Ten straszny magiczny realizm – „Rzecz o mych smutnych dziwkach” – recenzja

Best Film

Ten film powinien być opatrzony etykietką: dla zagorzałych fanów prozy Marqueza, którym nie przeszkadza kolejna ich profanacja. W każdym innym przypadku widz może nie wytrzymać do końca.
Pisanie negatywnych recenzji wydaje mi się stratą czasu, ale przypadku ekranizacji „Rzeczy o mych smutnych dziwkach” chciałabym się dokładnie wytłumaczyć, dlaczego – mimo krytycznych opinii – warto ten film zobaczyć.

Best Film/więcej w galerii

Kto czytał ostatnią książkę, jaka wyszła spod pióra schorowanego Gabriela Garcii Marqueza, ten fabułę zna. Dla tych, którzy nie mieli okazji, przybliżam pokrótce: otóż 90-letni dziennikarz, lokalna sława, zwany El Sabio (Mędrzec), w wigilię swych urodzin pragnie wyjątkowego prezentu – szalonej nocy z nieletnią dziewicą. Tymi słowami zaczyna swą książkę Marquez i tak zaczyna się film. Od słowa do słowa, dawna przyjaciółka El Sabio, nadal aktywna w zawodzie właścicielka domu publicznego, w którym nasz bohater spędził pół swego życia, znajduje taką dziewicę. Od pierwszego spotkania między tą parą zaczyna się miłosna gra, która prowadzi do uroczej puenty.