Todd Solondz – witajcie w sklepie z zabawkami

Czołowa postać amerykańskiego kina niezależnego. Jego filmy zdobyły uznanie krytyki i publiczności na licznych festiwalach, począwszy od Sundance (nagrodę jury w 1996 roku za film „Witaj w domku dla lalek”), a kończąc na Cannes (nagroda FIPRESCI w 1998 roku za film „Happiness”). W rozmowie z Piotrem Czerkawskim opowiada m.in. o swoim najnowszym filmie „Czarny koń”, który zaprezentowany został podczas 2. American Film Festiwal we Wrocławiu.
– W swojej twórczości pozostajesz bardzo konsekwentny. „Czarny koń” to kolejny z twoich filmów, który boleśnie przedstawia kontrast między wyidealizowanymi marzeniami bohaterów, a rozczarowującą ich rzeczywistością.

reklama

Gdy skończyłem swój film, dostrzegłem w nim bardzo wiele podobieństw do „Witaj w domku dla lalek”. Właściwie „Czarny koń” równie dobrze mógłby nazywać się „Witaj w sklepie z zabawkami”. Znowu mamy tutaj bohatera, który nie potrafi zaakceptować samego siebie i pogrąża się w świecie fantazji. Problem Abe’a polega na tym, że z jednej strony wciąż chętnie pozostałby dzieckiem, a z drugiej chciałby spełnić oczekiwania zakochanej w nim sekretarki, która traktuje go jak pełnowartościowego mężczyznę.

– „Czarny koń” wydał mi się niezwykle przewrotny. Czy zgodzisz się, że film uznany za najbardziej subtelne z twoich dokonań jest jednocześnie niezwykle przygnębiający?

– Cieszę się, że dostrzegłeś wpisaną w ten film perwersję. Choć nie ma w nim nic otwarcie szokującego i tym razem nie staram się naruszać żadnego tabu, nie ukrywam przecież, że życie głównego bohatera to istna patologia. Postawa Abe’a wzbudza smutek i głęboko mnie porusza. Mimo wszystko nie chciałem zostawiać widza z absolutnym brakiem nadziei. Całą refleksję nad rzeczywistością można by wtedy zamknąć w stwierdzeniu, że skoro świat jest taki okrutny to po właściwie wstawać z łóżka? Takie podejście uznałbym za zbyt płytkie. Właśnie dlatego tak duże znaczenie ma jedna z ostatnich scen filmu- fantazja sekretarki Abe’a, która