„Wrong” Quentina Dupieux – recenzja

Gutek Film

„Wrong” Quentina Dupieux to świetna propozycja na lato: pleciona ze swobodnych skojarzeń groteskowa komedia mogłaby spokojnie powstać w przegrzanej podświadomości nieroztropnego plażowicza, który uciął sobie drzemkę w pełnym słońcu.
O tym, że mamy do czynienia z filmem nie tylko nietrzymającym się reguł logiki, ale wręcz świadomie je łamiącym, reżyser mówi nam już w pierwszych scenach. W drewnianym domku na przedmieściach – ten krajobraz doskonale znamy z amerykańskich filmów obyczajowych – zegarek przeskakuje o minutę, z 7:59 na 7:60 (sic!). Choć nie słychać budzika, główny bohater (Jack Plotnick, fenomenalny talent komediowy) zrywa się z łóżka z miną kogoś, kto albo miał bardzo zły sen, albo przeczuwa nieszczęście. Jeszcze w łóżku zaczyna nawoływać swojego ukochanego psa, jednak ten nie przybiega. Po przeszukaniu całego domu zwraca się o pomoc do sąsiada, który twierdzi, że nie tylko dziś, ale w ogóle nigdy nie widział przed jego domem żadnego psa. Na domiar obwieszcza, że postanowił się wyprowadzić, bo – jak twierdzi – „ta okolica jest zbyt depresyjna”. I rusza w podróż po pustyni, w której ugrzęźnie na zawsze. Nasz bohater zaś zabierze się za poszukiwania psa, które staną się głównym motorem napędzającym fabułę.

Gutek Film/więcej w galerii

To prześmieszna komedia, a ponieważ cały humor bierze się tutaj właśnie z pewnych zgrzytów w opowieści, nie warto streszczać całości. Wystarczy chyba powiedzieć, że Dupieux umiejętnie żongluje rozmaitymi stereotypami (np. model rodziny i portret domu rodzinnego z amerykańskiego przedmieścia lat 60., relacja mistrza i ucznia w kulturze Dalekiego Wschodu), sprawnie gra na tradycyjnych sposobach opowiadania (np. zaburzenie ciągów przyczynowo-skutkowych, wykorzystanie estetyki science fiction, thrillera, filmu obyczajowego) i wywraca na nice typowe obrazowanie (np. fakt, że czarny charakter w filmie zawsze musi mieć bliznę) – a wszystko to przynosi przepyszny efekt komediowy. Początkowa scena z zegarkiem właściwie pokazuje wszystkie te mechanizmy. Po pierwsze – pomysł, by film otwierało ujęcie zegara o poranku (tradycyjny chwyt symbolizujący sytuację anormalną, początek czegoś nowego w życiu bohatera), po drugie – staranny dobór typu zegarka (z białymi cyframi na przewracanych czarnych blaszkach), po trzecie – „błąd” maszyny, zamiast 8:00 – 7:60.