„Zabić, jak to łatwo powiedzieć”-Karma gangstera

"Zabić, jak to łatwo powiedzieć"
mat. prasowe

Życie mafioza nie jest łatwe, a szczególnie w kryzysie, chyba, że się jest Bradem Pittem.

Zabić, jak to łatwo powiedzieć
mat.prasowe/więcej w galerii

W filmie „Zabić, jak to łatwo powiedzieć” oprócz Pitta widzimy znakomitego Raya Litotę, który już od dzieciństwa w „Chłopcach z ferajny” chciał zostać gangsterem.Podobnie jak w filmie Martina Scorsese w obrazie Andrew Dominika pada trup za trupem, przed wyrokiem nie ma ucieczki, w „Zabić, jak to łatwo powiedzieć” nawet nie trzeba być winnym. Wystarczy, że „opinia publiczna” tak myśli. Pierwowzorem filmu jest powieść kryminalna George’a V. Higginsa „Cogan’s Trade” z 1974 roku. Wtedy też panowała recesja.

– Powieść „Cogan’s Trade” była stworzona do ekranizacji: świetne postaci, świetne dialogi oraz bardzo prosta, uniwersalna fabuła. Przez chwilę wyobrażałem sobie ten film jako dramat, ale stopniowo zacząłem zdawać sobie sprawę, że to tak naprawdę współczesna opowieść o kryzysie świata przestępczego, czerpiącego zyski z hazardu. Innymi słowy: miniatura większego wydarzenia, widocznego w Ameryce w tamtym czasie. Zacząłem kombinować, jak dać ludziom powód do śmiechu ze świata, który znalazł się na krawędzi katastrofy – opowiada reżyser i jednocześnie scenarzysta filmu.

W „Zabić, jak to łatwo powiedzieć” jest intryga, akcja i gangsterskie porachunki, ale brakuje czegoś co pozwoliłoby widzowi w ten film się wciągnąć. Widz tylko płynie na jego fali, która w momentach szczególnie drastycznych przybiera kolor czerwony. W jednej ze scen krew pryska wokół, w zwolnionym tempie łączy się z tłuczonym szkłem, tworząc bardzo plastyczny obraz. Twórcy filmu bawią się takimi momentami, można by je wyciąć i prezentować w galerii jako wideo-art.

W świecie gangsterów kobiety są tylko tłem. Mogą być również tematem perwersyjnych opowieści obrzydliwych facetów. Ludzie z branży potrafią rozmawiać długo (trochę za długo), jak z automatu wyrzucają słowa, bawią się nimi lub plotą bez sensu. W tle słychać radio, politycy i ekonomiści mówią o kryzysie. Marazm wlewa się do naszych uszu z dwóch stron. Bohaterów filmu też dotknęła bessa. Nie ma bossów z klasą, dominują drobne cwaniaczki, spada wynagrodzenie dla egzekutorów.

Grany przez Pitta Jackie Cogan trzyma fason, nikt mu nie podskoczy, jest przystojny, pewny siebie, do każdego tematu dorabia historię. Dobra muzyka, podkreśla jego nonszalancję. Skąd on się tam wziął? Przecież zupełnie na pasuje do towarzystwa, które jest kompletnie nieprofesjonalne, predestynowane do tego, żeby skończyć źle. Z drugiej strony, to czy jest się błyskotliwym, czy nie, nie ma znaczenia, ponieważ podobnie jak w „Życiu Carlita” Briana De Palmy z przestępczego towarzystwa nie jest łatwo wyjść, zazwyczaj takie znajomości kończą się lodówką i kartką przyczepioną do brudnego palca, chyba, że się szczęśliwie trafi do więzienia.

Na gangsterów szkoda łez, sami wybrali taki los. Andrew Dominik ośmiesza branżę, która podobnie jak reszta świata grzęźnie w kryzysie. Wychodzi mu równanie: kryminał + kryzys = komedia.

Więcej recenzji filmowych TUTAJ