George Clooney – Ostatni wielki gwiazdor…

mat.pras. Idy marcowe

… tak napisał o nim magazyn „Time”, co wprawiło go w nie lada rozbawienie. Sam nie lubi podsumowań, bo nie chwali się dnia przed zachodem słońca. I kto by pomyślał, że sława i pieniądze przyszły do niego dopiero po trzydziestce?
– George, jesteś jednym z niewielu aktorów, którzy grają nie tylko w jednym gatunku filmowym. Grasz w poważnych produkcjach, jak na przykład „Syriana”, ale także w komediach, jak „Tajne przez poufne” („Burn After Reading”)…

reklama

– Tak, jako aktor, chcesz po prostu robić różne rzeczy. Miałem to szczęście, że oferowano mi różne role. Może nie wszystkie były wyjątkowo udane, ale mimo to miałem okazję doświadczać odmiennych postaci. Pozwolili mi grać w komediach, pozwolili mi grać w dramatach i pozwolili mi grać idiotę (śmiech). Twórcy filmowi nie zaszufladkowali mnie i jestem z tego bardzo zadowolony.

– Niejednokrotnie prowadziłeś w rankingach na najseksowniejszego aktora, najprzystojniejszego mężczyznę, najbardziej pożądanego gwiazdora Hollywood. Czy nie boisz się starości?

– Nie, jestem w dobrej formie! Gram w koszykówkę dwa razy w tygodniu i codziennie ćwiczę. Właściwie obecnie jestem w tak samo dobrej formie, jaką prezentuję od dawna. Ale kiedy doznałem urazu podczas kręcenia filmu w zeszłym roku, zdałem sobie sprawę, jak podatne na zranienie jest nasze ciało. Zdałem sobie sprawę, że nie jestem już tak sprawny. Ale poza tym mam dobrą kondycję. Uwielbiam swoje siwe włosy i zmarszczki. Dzięki nim moja twarz stała się bardziej ekspresyjna i jest bardziej kanciasta. Starzenie się jest czymś, co po prostu musisz przyjąć do wiadomości.

– Więc nie zrobiłeś sobie plastyki skóry wokół oczu, jak wszędzie pisano…

– Czyż to nie było śmieszne? Zwykle nie ma ironii w słowie drukowanym. Ale na filmie lub taśmie wideo oczywiście można zażartować – i powiedziałem to do kamery. Reporter zapytał mnie, czy kiedykolwiek zrobiłbym sobie operację plastyczną. Zrobiłem zabawną minę i powiedziałem: „Zrobiłem sobie oczy. Widać?” I nagle napisano w gazecie, że George Clooney zrobił sobie oczy. Wówczas pisano o tym wszędzie. O rety, to niesamowite, jak szybko takie rzeczy się rozpowszechniają.

– Czy śledzisz informacje na swój temat w mediach?

– Ja nie, ale moja asystentka tak. Zabawne jest to, że szczególnie chodzi o te złe informacje, nie te dobre (śmiech).

– A co z założeniem własnej rodziny, posiadaniem dzieci, zawarciem małżeństwa?

– Cóż, wiele kobiet nie mogło być ze mną na stałe, ponieważ tak dużo pracuję. A będąc w związku trzeba w niego inwestować sporo czasu – czasu, którego po prostu nie mam. Kobieta będąca ze mną musi być bardzo niezależna. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Po prostu nie mogę teraz dać jednoznacznej odpowiedzi. W tej chwili najzwyczajniej nie widzę siebie w roli ojca czy męża. Moja kariera jest dla mnie bardzo ważna i na niej obecnie się koncentruję – nie na założeniu rodziny.

– Jesteś nie tylko zajęty swoją karierą, ale również angażujesz się humanitarnie, na przykład w Darfurze – jeździsz tam dość często…

– Tak, wróciłem stamtąd jakiś czas temu. To dosyć niebezpieczne miejsce. Nie łatwo tam być, gdy tak otwarcie wyrażane są niekorzystne opinie o sudańskim rządzie. Wiele osób pyta mnie: Dlaczego to robisz? A ja po prostu chcę uczestniczyć w różnych światach, jakie funduje nasza rzeczywistość, nie tylko korzystać z jej najlepszych części, jak chodzenie na wytworne przyjęcia i do luksusowych restauracji.

– Czy zdarzyły Ci się jakieś szczególne spotkania?

– Oczywiście. Ostatnia podróż do Kongo była trudna, bo zabrano nas do szpitali. Widziałem tam kobiety, które dzień wcześniej zostały brutalnie zgwałcone, podpalone i miały odcięte usta, żeby nie mogły o tym opowiedzieć. Byłem tam z nimi – niewiarygodne doświadczenie! Takie sytuacje sprawiają, że musisz postarać się zrozumieć nienawiść i okrucieństwo. Wiesz, że ludzie potrafią się nienawidzić, ale nigdy nie rozumiesz, co sprawia, że posuwają się do takiej ostateczności. Do ostateczności, która nie jest tylko nienawiścią. Jest w niej prawdziwy sadyzm i okrucieństwo. Czasem dopada mnie taki smutek z tego powodu, że zaczynam płakać.

– Co chciałbyś osiągnąć dzięki swojej sławie?

– Tak naprawdę nic nie można osiągnąć. Gdy jest się sławnym, twoją pracą jest zmierzać tam, gdzie kamery zwykle nie kierują swoich obiektywów, aby pokazać jak okrutny może być świat. Jeśli skupia się na tobie wiele uwagi możesz zainteresować szersze grona pewnymi sprawami, bo kamera będzie podążać za tobą. Oczywiście tak naprawdę jednostka nie jest w stanie zmienić układów politycznych. Wszystko, co może zrobić, to zaproponować pomysły lub rozwiązania i spróbować położyć kres nędzy ludzi. Ale misję taką trzeba odpowiednio realizować – trzeba być dobrze poinformowanym o sytuacji, bo w przeciwnym razie można zrobić więcej złego niż dobrego. Moja wiedza dotycząca delikatnych kwestii musi być na podobnym poziomie do tej, jaką dysponują politycy. Ludzie tylko czekają, aby cię ośmieszyć!

– Zawsze wydajesz się być taki zaciekły w tym temacie. A co z twoimi osobistymi marzeniami, celami? Czy o nie też walczysz tak entuzjastycznie, bez względu na wszystko?

– Oczywiście, że tak. Naprawdę uważam, że byłaby to strata życia, gdyby nie dawać z siebie 100 proc. Życie jest zbyt krótkie, aby z niego nie korzystać w pełnym wymiarze. Trzeba walczyć o realizację swoich celów. Inaczej, jak sądzę, zawsze będziesz czuł jakieś niezadowolenie, jakiś wyrzut sumienia, że nie spróbowałeś.

– Konkretnie, jakie są Twoje kolejne aspiracje?

– Pragnę posiąść umiejętność tańca bardziej niż czegokolwiek innego. Chcę tańczyć jazz dance – muszę się go nauczyć. To mnie rzeczywiście pasjonuje, ale do tej pory nie miałem okazji skupić się na tym. Teraz przyszedł czas i mam w planie wzięcie kilku lekcji.

– Czy rzeczywiście dostałeś już swoją wymarzoną rolę?

– Miałem kilka wymarzonych ról. Miałam kilka naprawdę szczęśliwych ról na przestrzeni lat, lecz będzie ich jeszcze więcej. To jeszcze nie koniec. Chcę nadal grać tak długo, jak będę mógł. Uwielbiam być kreatywnym, chcę się cały czas rozwijać.

Czy życie we Włoszech miało pozytywny wpływ na Twoją kreatywność?

– Tak, uwielbiam mieszkać w Europie! To jest takie relaksujące. Nie muszę martwić się o to, co noszę lub czy jestem ogolony. Czuję się wolny. Mogę chodzić do barów i restauracji, nie będąc śledzonym przez grupę paparazzi. Mogę po prostu jeździć na rowerze, wypić drinka w kawiarni i cieszyć się życiem. Nawet, jeśli ludzie mnie rozpoznają, nie zwracają na mnie aż tak dużej uwagi. Powiem ci coś zabawnego: Za każdym razem, gdy jem włoskie dania w Ameryce, jest w nich dużo czosnku. W Ameryce każdy myśli, że włoskie jedzenie to tony czosnku. Potem jadą do Włoch i przekonują się, że nie ma w nim zbyt wiele czosnku (śmiech). Dosyć dziwne.

– Jesteś nie tylko seksowny, ale również wpływowy…

– Bycie wpływowym to stan niezwykle ulotny i tak naprawdę nic nieznaczący. Nigdy nie myślałem, że odniosę taki sukces. Zawsze mierzyłem bardzo wysoko, ale nie sądziłem, że osiągnę to, co udało mi się osiągnąć. Jak dobrze wiesz w takich sytuacjach to zasługa szczęścia. Wszystko zawdzięczam „Ostremu dyżurowi”. Gdyby nie został wybrany do emisji na czwartek, godz. 10 wieczorem, nigdy nie byłbym taki sławny, bo był to najcenniejszy czas antenowy w amerykańskiej telewizji. To takie proste. Wszystko zatem zawdzięczam niebywałemu szczęściu. To nie ma nic wspólnego z moimi umiejętnościami czy kreatywnością. Tak więc jestem bardzo świadomy tego, jakim jestem szczęściarzem. Wszystko, co osiągasz jako aktor, wiąże się z dobrą passą!

– Ale teraz nie tylko jesteś szczęśliwym aktorem, lecz odnosisz sukcesy również jako reżyser, scenarzysta i producent…

– Słuchaj, sama dobra passa nie wystarczy. Musisz zrobić z niej odpowiedni użytek, trochę jej pomóc. Teraz dostaję te wszystkie okazje i zamierzam je wykorzystać. Nigdy nie wiadomo jak długo będę miał możliwość rozwijania się na tylu polach.

– Zawsze wydajesz się być bardzo optymistyczną osobą, zawsze w dobrym nastroju. Czy miewasz również smutne dni?

– Tak, właśnie w tym momencie. Teraz mi smutno, bo ten wywiad się skończył…