„Godzę się na ryzykowne pomysły”. Wywiad z Ałbeną Grabowską, autorką książki „Ostatnia chowa klucz”

Nie planowała Pani takiego kierunku rozwoju swojej kariery. Medycyna Panią wciągnęła na tyle, że dyplom studiów i specjalizację z neurologii dopełniła Pani tytułem doktora nauk medycznych.

reklama

Czy nowy tryb życia, kolejne książki okazały się ciekawsze niż kariera medyczna? Czy tak wyobrażała sobie Pani życie pisarki, zanim się Pani nią stała?

Moja kariera pisarska jest raczej kontynuacją drogi medycznej, choć być może poszłam w nieco innym kierunku, niż na początku założyłam. Wielokrotnie podkreślałam, że nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem, gdyby nie medycyna. Odwrotnie – nie byłoby to możliwe. Moje pisanie nie przekłada się na większą liczbę wykładów, ani pacjentów. Spotykam się z wyrazami sympatii i… tyle. Oczekuje się ode mnie, żebym była świetnym neurologiem.

Nowy tryb życia z jednej strony jest kuszący, z innej – trudny. To, co widzi czytelnik jest tylko wisienką na torcie codziennego trudu pisania. Kolorowa okładka, blurby od znanych osób, wywiady w gazetach, radio, wreszcie w telewizji. A kiedy „zejdzie się z wizji” pozostaje pisanie trzech do pięciu stron dziennie, mozolne brnięcie przez research, zmęczenie i zwątpienie, czy aby na pewno warto proponować czytelnikowi to, co właśnie napisałam, bo może poznał to już wielokrotnie wcześniej…

Wydaje Pani więcej niż jedną książkę rocznie. Nic na to nie wskazuje, ale – czy miewa Pani kryzysy twórcze?

Nie miewam, naprawdę ;-). Jeśli oczywiście kryzys rozumiemy jako brak pomysłu na postać, utknięcie w dialogach. Mnie pisanie historii idzie lekko, sprawnie, może dlatego, że długo myślę nad koncepcją fabuły, narracji i postaci, zanim siądę do pisania. Wynika to głównie z braku czasu. Ciągle pracuję zawodowo, zajmuję się dziećmi. Mam niewiele czasu na pisanie, a wiele pomysłów, więc nie stać mnie na bezproduktywne siedzenie nad pustym plikiem. Muszę też powiedzieć, że podobnie było, kiedy pisałam rozprawę doktorską, pracę naukową, slajdy na wykłady…

Postacie tworzone przez Panią są różnorodne, ciekawe, wyraziste. Co jest najbardziej kuszące w procesie ich kreowania?

Śmieję się, że tworzę je „metodą Stanisławskiego”. Wymyślam swoje postaci od podstaw, jak wyglądają, jaki mają charakter, pochodzenie, co lubią, czego nie znoszą, w jaki sposób mówią. Nawet jeśli to wszystko nie pojawia się w tekście, ja wiem na przykład, że mój bohater w liceum grał w piłkę albo koszykówkę, pragnął grać na instrumencie, albo kochał się nieszczęśliwie w najładniejszej dziewczynie w klasie. To pomaga mi zbudować postać, ożywić ją i sprawić, ze czytelnik ją „kupuje”. Kiedy wplatam taką postać w fabułę, ona natychmiast ożywa i zaczyna współgrać z akcją książki, „współpracować” z innymi bohaterami. To fascynujące dla mnie jako pisarki.

Jednym z miejsc akcji Pani powieści jest miejscowość, w której Pani mieszka. Czy kiedykolwiek wydarzyło się inaczej – chciałaby Pani mieszkać gdzie indziej? W innym kraju? Albo podróżować, jak bohaterka Pani ostatniej trylogii, Alicja?

Nie wiem, czy chciałabym mieszkać gdzie indziej. Kto wie, jak życie będzie się układało. Moje akurat jest bardzo ściśle związane z moimi dziećmi, ich drogą życiową, szkołą, pewnie późniejszymi wyborami. Czasem sobie myślę, że mogłabym mieszkać w innym klimacie, naturalnie w ciepłym, może być południe Europy, któraś z egzotycznych wysp. Równie dobrze mogłabym stworzyć dom w wielkim mieście. Moje dwa ulubione to Amsterdam (byłam wielokrotnie) i Nowy Jork (przede mną). Gdyby była taka konieczność, albo możliwość, mogłabym się przenieść. Ja się łatwo dostosowuję 🙂

Nie jest Pani debiutantką. Co Pani czuje, widząc w księgarni na półce kolejną ze swoich książek?

Zawsze czuję dumę i wielką obawę. Kiedy książka stoi na księgarskiej półce, pisarz już nie ma nic do powiedzenia. Zaczynają mówić inni, recenzenci, blogerzy, czytelnicy. Nie zawsze odczytują książki tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Trzeba to przyjąć do wiadomości, zmierzyć się z tym. Z „Alicją” wiąże się także inna kwestia. To moja twarz jest na okładce książki i patrzę na czytelnika we wszystkich księgarniach, w internecie. Obawiałam się reakcji czytelników, bo to coś więcej niż wizerunek pisarki na ostatniej stronie. Ryzykowny pomysł, ale zgodny z przesłaniem książki.

Stabilna, choć trudna w uprawianiu medycyna versus kapryśny, bo zależny od upodobań czytelniczych los pisarza. Myśli Pani, że warto było postawić na stanie się pisarką?

Gdybym tak kalkulowała, pewnie bym się nią nie stała. W moim przypadku to nie była decyzja „będę pisać”. To splot okoliczności sprawił, że pisana dla rodziny historia mojej rodziny „Tam, gdzie urodził się Orfeusz” została wydana drukiem i nie stała się moją jedyną książką.

Napisałam już 17 książek i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że droga pisarza nie jest łatwa. Zmagamy się z samotnością, brakiem zrozumienia, nie mówiąc już o innych, trywialnych problemach. Wierzymy jednak, że jesteśmy potrzebni czytelnikom. Ja też w to wierzę.

Rozmawiała: Dorota Rożek

„Ostatnia chowa klucz”

Premiera ksiązki 13 września!

Zamów w naszej księgarni z rabatem przedpremierowym.

Pierwszy kryminał w dorobku Ałbeny Grabowskiej.

Małe podwarszawskie miasteczko, zwykły poniedziałek, wieczór.

Cztery nastolatki spotykają się na opuszczonym poddaszu. Jedna z nich przechodzi inicjację, która ma być przepustką do zamkniętego klubu. Trochę dziwnych rytuałów, wymiana fantów i… po wszystkim.

Julia jednak nie wraca do domu, a życie żadnej z uczestniczek tego wieczoru nie będzie już takie samo.

Wydarzenie to wpływa również na życie ich rodzin, sąsiadów oraz znajomych , którzy już zawsze będą podejrzliwie na siebie spoglądać. Wśród nich żyje ten, który nie wahał się zrobić krzywdę młodej dziewczynie.

Zasłony w oknach będą już zawsze szczelnie zaciągnięte.

Mieszkańcy nie będą pewni, można ufać ludziom, którzy ich otaczają. Bo osoby pozornie dobrze nam znane mogą mieć więcej niż jedno oblicze…

Książka dostępna w księgarni Zwierciadła