„Guillaume i chłopcy, kolacja!” na przeglądzie nowego kina francuskiego

mat.pras.filmu

Tegoroczna edycja przeglądu odbywa się pod hasłem adaptacji. Guillaume Galienne przeniósł na ekran swój monodram z Théâtre de l’Ouest parisien. Historia młodego mężczyzny poszukującego swojej tożsamości przyniosła artyście prestiżową teatralną nagrodę Moliera oraz 5 filmowych Cezarów!

reklama

Guillaume urodził się w bogatej rodzinie, bon chic bon genre – mówią Paryżanie. Matka wywodzi się z białych Rosjan, ojciec spłodził dwóch pełnokrwistych synów i… Guillaume’a. Podczas gdy prawdziwi mężczyźni polują i jeżdżą na safari, chłopiec spędza czas z matką i babcią. Lubi przebywać w towarzystwie kobiet, rozumie je, naśladuje ich zachowanie. Nic dziwnego, czuje się przecież córeczką swojej mamy. Najbliżsi są przekonani o jego homoseksualizmie. Ojciec próbuje jeszcze starych dobrych sposobów: zachęca syna do uprawiania sportu i wysyła do angielskiej szkoły z internatem dla chłopców. W końcu się poddaje. Cóż, zdarza się w najlepszej rodzinie…

A Guillame? Przeżywa zauroczenie kolegą, poznaje kluby gejowskie, ale sam już nie wie, kim jest. Z dna rozpaczy wyciąga go ciotka. „Jak się pierwszy raz zakochasz, to będziesz wiedział”, powie mu. I faktycznie miłość przynosi odpowiedź!

Sztuka była monodramem, w filmie pojawia się więcej bohaterów, ale to nadal spektakl jednego aktora – także w sensie dosłownym, bo Galienne wciela się w dwie główne role: syna i matki. Jego niezwykła kreacja – czy może kreacje ? – przyniosła mu w 2014 r. nagrodę Cezara dla najlepszego aktora. Obraz zdeklasował zresztą wszystkie pozostałe produkcje – łącznie otrzymał aż 5 statuetek, w tym za najlepszy film.

„Guillaume i chłopcy, kolacja!” to opowieść inspirowana osobistą historią aktora. „Pamiętam, że jako zupełnie małe dziecko byłem razem z braćmi, gdy mama zawołała nas na kolację słowami: chłopcy i Guillaume, to stołu! Wtedy nic nie poczułem, ale później uświadomiłem sobie, że w domu mówiono często: chłopcy I Guillaume. Zbyt dobrze wychowany, by zaprzeczać temu, co mówi mama, i zbyt szczęśliwy z powodu wyróżnienia, wślizgnąłem się w skórę Guillaume’a, który nie był więc chłopcem. Dziś zastanawiam się, jak stałem się chłopcem mimo uległości i dumy, mimo etykietki, którą mi przyklejono, zanim miałem czas sam się odkryć. Być może Guillaume i chłopcy, kolacja! jest jakąś odpowiedzią”, czytamy w opisie spektaklu.

Można więc powiedzieć, że Guillaume Galienne gra siebie. To nie oznacza jednak, że przychodzi mu to łatwiej niż wcielać się w bohaterów Moliera, Racine’a czy Corneille’a, czym zajmuje się na co dzień w macierzystej Comédie Française. Nie widziałam go niestety na scenie, ale rewelacyjna kreacja filmowa musi się brać z doskonałego rzemiosła. Jak w teatrze Galienne panuje nad emocjami widzów – rozśmiesza i wzrusza, jest komiczny, świadomie przerysowany, a chwilę potem tragiczny i pełen smutku.

Ale Guillaume Galienne to w tym wypadku nie tylko aktor. Jest także autorem scenariusza i reżyserem. W obu tych rolach zadebiutował. I to jak! Cezara otrzymał także za reżyserię, debiut i adaptację.

„Guillaume i chłopcy, kolacja!” to ciepła, pełna humoru opowieść, która, mam nadzieję,trafi do normalnej dystrybucji w Polsce. Na razie można ją obejrzeć na przeglądzie nowego kina francuskiego 2015: 17 maja w warszawskim kinie Muranów, a po 22 maja w ośmiu miastach, do których zawita przegląd. Gorąco polecam!