„HAPPY NOW?” – nowy spektal w Teatrze Polonia. Recenzja

HAPPY NOW? w Teatrze Polonia, fot. Luka Łukasiak

Dramat Lucindy Coxon porusza odwieczny problem szczęścia w związku. W 2008 roku został okrzyknięty najlepszą brytyjską sztuką teatralną. Na deski Teatru Polonia trafił w reżyserii Adama Sajnuka.
Adam Sajnuk nie tylko wyreżyserował go z werwą na scenie Teatru Polonia, ale także sam w nim zagrał. Wcielił się w postać cynicznego podrywacza Michaela, który usiłuje uwieść Kitty (Maria Seweryn), a potem sam daje jej kosza. Do udziału w spektaklu reżyser zaprosił dawno niewidzianych na scenie: Katarzynę Kwiatkowską, Bartka Opanię, Bartka Topę i wspaniałą w roli matki Kitty Małgorzatę Rożniatowską. Znalazło się też miejsce dla jednego z moich ulubieńców – Rafała Mohra. Gra jak zawsze z pewną nonszalancją i wdziękiem. Jego bohater, homoseksualista Carl teoretycznie jako jedyny z tego grona ma szansę na szczęście w związku z poznanym na basenie czarnoskórym Antoniem. Widzi w swoim partnerze szczerość i dobro, 
potrafi także cieszyć się chwilą. Do czasu, jak się wkrótce okaże.

reklama

Bea (Katarzyna Kwiatkowska) tłamszona w związku przez agresywnego alkoholika Milesa (w tej roli nieco szarżujący, ale bardzo przekonujący Bartek Opania) w końcu decyduje się na rozstanie i rozkwita. Kitty, ratująca wszystkich z rozlicznych opałów, sama rozpaczliwie szuka równowagi w życiu. Balansuje pomiędzy byciem matką, żoną, troskliwą córką rozwiedzionych rodziców a wolną i zawodowo spełnioną kobietą. Jej mąż John (w tej roli świetny Bartek Topa) rzuca pracę w korporacji i zostaje nauczycielem. Umiejętności językowe uczniów szybko stają się dla niego ważniejsze niż rozmowy z żoną, którą bardzo kocha, ale nie potrafi tego okazać ani przeciwstawić się jej w zwykłych codziennych pojedynkach słownych. Scenę, w której pijany usiłuje dotrzymać Kitty kroku w trakcie urodzinowego przyjęcia ich córeczki, zapamiętam na długo. Topa śmieszy i wzrusza równocześnie. Mając trzecioplanową rolę, kradnie w tym momencie scenę tylko dla siebie. Oboje: i Topa. i Seweryn umieją konsekwentnie prowadzić postać od początku do końca i przyciągnąć uwagę. Świetna robota!

Spektakl, jak zawsze u Sajnuka, jest prowadzony w dobrym, szybkim rytmie, nabijanym przez muzykę i precyzyjną grę świateł. 
Reżyser świetnie wykorzystał także komediowy potencjał tekstu. Zmusił aktorów do asynchronicznego mówienia dialogów, do trudnych powtórzeń i łamania rytmu. Widać jak na dłoni dobre porozumienie reżysera z aktorami, zaangażowanie we wspólną pracę na scenie i w pojedyncze monologi i sceny (taneczny popis pijanego Bartka Opani). W dobrze wymyślonym i zagranym spektaklu powinna to być norma, ale niestety często obserwujemy „puszczone sceny”, które wywołują żal za niewykorzystanymi możliwościami. Nie tym razem. Sajnuk prowadzi swoją grę z widzem konsekwentnie od początku do końca. To się czuje. I dlatego trzeba zobaczyć „HAPPY NOW?”.

„HAPPY NOW?”, Lucinda Coxon, tłum. Klaudyna Rozhin. reż. Adam Sajnuk. Premiera 16 kwietnia 2015, Teatr Polonia w Warszawie