Iggy Pop w obiektywie Jarmuscha. „Gimme Danger” już w kinach

Materialy prasowe Gutek Film

Co może wyniknąć ze spotkania Iggy’ego Popa oraz Jima Jarmuscha? Świetny dokument na temat legendarnego zespołu The Stooges.
Jak to możliwe, że Iggy Pop miał w dzieciństwie większy samochód niż dom? Skąd wzięła się nazwa zespołu The Stooges? Jaki pomysł na teksty piosenek podsunął zespołowi Andy Warhol? Skąd pomysł lidera grupy na zakładanie psiej obroży podczas występów na scenie? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w filmie „Gimme Danger”.

reklama

Obraz, którego tytuł zaczerpnięto z jednego z utworów The Stooges, powstał na kanwie kilkunastu godzin współcześnie przeprowadzonych rozmów z członkami zespołu oraz historycznych nagrań koncertów i codziennych sytuacji z życia grupy. Wyrażeniu absurdalności i humoru niektórych epizodów posłużyły fragmenty starych filmów oraz – niejako w kontrze do nich – nowoczesne krótkie animacje Jamesa Kerra, które swoją komiksowością przełamują monotonię dokumentu i świetnie wpasowują się w narrację. A ta ostatnia jest momentami prześmieszna! Iggy Pop okazuje się mistrzem ciętej riposty. Wtórują mu pozostali członkowie The Stooges. Z drugiej strony film ten jest nie tylko zabawną opowieścią o nietuzinkowych chłopakach, którzy trochę dla żartu, a trochę na przekór wszystkim stali się jednymi z prekursorów punkrocka (wszak chcieli tylko „zabić muzykę lat 60.”!). Jest to równocześnie zapis pewnej kończącej się już dziś epoki oraz historia wspaniałej przyjaźni, która przetrwała próbę czasu. Obraz jest o tyle cenny, że większość z wypowiadających się w nim osób już odeszła i to właśnie im jest on dedykowany.

Film jest świetnie zbalansowany pod względem wizualnym i narracyjnym. Opowieści towarzyszą wyświetlające się daty, które pozwalają prześledzić dokładnie historię zespołu: od pierwszych kroków na scenie w Chicago w 1967 roku, przez lata muzycznej świetności, ale również uzależnienie od narkotyków i rozpad grupy w połowie lat 70., po wielki powrót na początku XXI wieku.

Jarmuschowi zależało, aby film był czystą opowieścią o The Stooges, dlatego nie znajdziemy w nim żadnych wypowiedzi krytyków, znawców czy dziennikarzy – tylko i wyłącznie zespołu oraz przyjaciół. Chciał również pokazać, jak bardzo złożone i nieoczywiste były inspiracje muzyczne członków grupy: od punku, przez hip hop, aż po jazz. Nie starali się jednak nikogo kopiować, uciekali od zaszufladkowania. I myślę, że wszystko to udało się zawrzeć w „Gimme Danger” – niezwykłą przyjaźń, nietuzinkowe osobowości i ogromną miłość do muzyki.