Jak radzić sobie z trudnymi emocjami w zawodzie reportera? Trzy pytania do Marii Stepan

fot. Rafał Masłow

Maria Stepan dziennikarka, reporterka, korespondentka TVP. Od zawsze zakochana w słowiańskim Wschodzie, od wielu lat nieustannie próbuje go odkryć. Fascynują ją również ludzie i ich emocje.
Jaka jest teraz sytuacja na Ukrainie?

reklama

Rewolucja Godności, bo tak Ukraińcy nazywają wydarzenia, które my zwykliśmy zwać Majdanem albo Euromajdanem, zmieniła Ukrainę na zawsze. Najpierw aneksja Krymu przez Rosję, potem wybuch wojny w Donbasie, w efekcie zamrożony konflikt na wschodzie kraju i ponad 9 tysięcy ofiar. Dziś Ukraińcy mają nowego prezydenta, od niedawna kolejny rząd i, niestety, podobne problemy jak dwa lata temu. Kraj wciąż zżera korupcja, nadal doskonale mają się oligarchowie. Na reformy czeka sądownictwo, wielkie państwowe molochy – na prywatyzację, ludzie na skuteczną walkę z wszędobylskim łapówkarstwem, a państwo na decentralizację. Opór biurokratów, polityków i oligarchów jest jednak zbyt wielki. Poprzedniemu rządowi Arsenija Jaceniuka jednak udało się uniezależnić od rosyjskiego gazu, rozpoczęło się też decentralizowanie państwa. To wszystko jednak za mało, by Ukraina mogła mówić o sukcesie. Sprawę mogłyby rozwiązać przedterminowe wybory. Tych jednak bardzo boi się obecna władza. Nowe rozdanie mogłoby wysadzić ją z siodła. Największą zdobyczą Majdanu jest nowe, świadome społeczeństwo obywatelskie. Ukraina opleciona jest wręcz siecią wolontariuszy. Ludziom wreszcie nie jest wszystko jedno, w jakim kraju żyją.

Jak pani pisze takie reportaże? Na bieżąco, na gorąco, na miejscu czy dopiero po jakimś czasie po powrocie do domu?

Pracuję w newsach. Na gorąco, tego samego dnia muszę przygotować relację. Trwa średnio trzy minuty. Ale powstaje na podstawie czasem kilkugodzinnych rozmów, wielogodzinnych obserwacji. Kolejny dzień przynosi nowe wydarzenia. Gdy rozpoczął się Majdan, od początku czułam, że nie mogę wyrzucić ani jednej notatki, ani jednego szkicu, że to, czego jesteśmy świadkami, jest bardzo ważne. Poza tym do newsa potrzebuję kilku, kilkunastu sekund wypowiedzi. A ludzie, których spotykałam, z którymi rozmawiałam, nieraz opowiadali mi swoje życie. Nie mogłam tego zgubić ani nie potrafiłam o tym zapomnieć. Tak zgromadziłam materiał na książkę.

Czy ma pani jakąś swoją odskocznię czy „śluzę”, jak to mówią psychologowie? Chodzi mi o własny sposób na to, by odreagować, oczyścić się, nie przenosić mocnych, dołujących doświadczeń do życia prywatnego?

Praca, którą wykonuję, jest moją pasją. Zawód reportera to także pewien sposób na życie. Nie potrzebuję specjalnie się „oczyszczać”. Te emocje, wbrew pozorom, nie są ani złe, ani dołujące. Tak po prostu wygląda życie. Czasem jest tylko zmęczenie, które „odcina”. Mam na nie swoje dosyć proste, ale sprawdzone sposoby. Pływanie, gotowanie albo czytanie w łóżku cały dzień.

Czlowiek_to_czlowiek_a_smierc_to_smiercMaria Stepan, „Człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć. Zapiski z Ukrainy”, Wydawnictwo Zwierciadło 2016 „Jeszcze nikt do końca nie rozumie, co się dzieje. Jeszcze nikt do końca nie wie, że trupów będzie tak dużo” – pisze Maria Stepan. I wydaje się, że do dzisiaj nikt tak do końca nie zrozumiał konfliktu na Ukrainie. Temat zszedł z pierwszych stron gazet. Świat już trochę zapomniał o lokalnej wojnie. Skupił się na zamachach terrorystycznych w Paryżu, na problemie uchodźców z Syrii i gorącej dyskusji o aborcji w Polsce. A sytuacja na Wschodzie tylko pozornie się uspokoiła. Może warto więc do niej wrócić? Na przykład czytając historie ludzi, których dotknęły tragedie. I razem z nimi zastanowić się, jaki jest sens cierpienia, czy są śmierci ważniejsze i mniej ważne, życie cenne i mniej cenne? Takie zastanawianie się uwrażliwia nas na świat i uczy empatii.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »