Jakub Gierszał: Żeby była jasność…

Fot. Łukasz Pukowiec

Nie ma Facebooka, chadza swoimi drogami i uważa się za niewymyślnego gościa. Role w filmach „najlepszy” i „zgoda”, w których niedługo będziemy go mogli zobaczyć, wymagały od niego fizycznej wytrzymałości i ogromnej siły woli.

reklama

 

Na ekrany wchodzą właśnie „Zgoda” i „Najlepszy” z twoim udziałem. Co się z tobą działo, gdy skończyłeś do nich zdjęcia?

Od czerwca dużo podróżowałem. Byłem w górach i nad morzem. Tak, w tym roku w moim życiu ewidentnie panowała polska natura.

Pierwsza rzecz, którą robisz, gdy jesteś nad morzem?

Idę zobaczyć bezkres. A potem posiedzieć na plaży, zjeść rybkę, wskoczyć do wody. Nawet gdy było na maksa zimno, nie mogłem wytrzymać i właziłem do morza. Albo skupiałem się na tym, by jak najmniej się ruszać i tak sobie leżeć. Bezczynnie potrwać, robiąc detoks po fizycznej aktywności związanej z „Najlepszym”.

W czasie zdjęć dostałeś ostro w kość, to przecież film o triatloniście.

O, tak! Zdjęcia były rozciągnięte na trzy okresy, przez co wszystko trwało długo, a wraz z tym ten cały mój wysiłek też się rozwlekał. Tam wszystko było uintensywnione.

Choć kierat ćwiczeń niezbędnych do wejścia w rolę triatlonisty Jerzego Górskiego, który ukończył np. bieg śmierci, był ogromny, nie zrezygnowałeś. Jesteś po prostu taki uparty? 

Starałem się dodawać sobie animuszu i tłumaczyć, że przecież na świecie są triatloniści, którzy to robią i nie marudzą, że zimno, nieludzko ciężko i boli. A jeśli tacy są, to ja też dam radę przewalczyć swoje słabości, tym bardziej że ta walka w moim wypadku miała określony termin – wiedziałem, że później będę mógł iść za swoimi przyjemnościami.

A gdyby tego terminu nie było? 

Pewnie bym uciekł [śmiech]. W trudnych sytuacjach granice są po to, by wytrzymać. Jest ciężko, ale ty wiesz, że licznik bije i każdy dzień zbliża cię do końca.

(…)

Więcej w październikowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 10/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.