Nierówne Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym

Fot. Magdalena Malińska

Pierwsza doba moich doświadczeń festiwalowych w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą przyniosła więcej zachwytów niż rozczarowań. Na szczęście filmy dojechały na czas, bo zaproszeni goście – nie wszyscy. Oprócz świetnych projekcji sytuację ratuje też pogoda, która pozwala spokojnie przespać całą noc i rano pędzić wypoczętą stopą na kolejne pokazy.
Gdy siedziałam w miasteczku festiwalowym i pisałam poprzedni tekst, w podwojach namiotu Cafe Kocham Kino wrzało. Dopiero gdy skończyłam, zorientowałam się, w czym rzecz: wolontariusze zastanawiali się, co powiedzieć ludziom, którzy przyjdą na zaplanowane tego dnia spotkania. „Przecież na całym mieście plakaty wiszą” – słyszałam. Po projekcji najnowszego filmu Marka Koterskiego „Baby są jakieś inne” miało się odbyć spotkanie – jak twierdził program – z twórcami filmu. Jak się okazało w trakcie pokazu, miał to być odtwórca jeden z dwóch głównych ról, Adam Woronowicz.

Rzeczywiście – ludzie przybyli tłumnie, ale spotkanie się nie odbyło. Podobnie zresztą jak dyskusja w sąsiedzkim plenerowym Empiku o książce „Irak. W stanie wojny” z Piotrem Kraśko, choć akurat po tym szczególnie nie płakałam. Na plakacie informacyjnym przed namiotem – kilka innych wykreślonych spotkań z poprzednich dni. Jakoś nie wierzę w plagę tzw. spraw rodzinnych, raczej spodziewam się słabego zabezpieczenia ze strony organizatorów festiwalu. Po tych pierwszych sygnałach postanowiłam więc odpuścić sobie spotkania i dać nura w namioty pełniące funkcje sal kinowych – projektor może się wprawdzie zepsuć, ale nie grożą mu przynajmniej problemy osobiste.

Fot. Magdalena Malińska/więcej w galerii

Miasteczko festiwalowe przy Nadwiślańskiej (czyli głównej uliczce prowadzącej do rzeki) składa się właściwie z tych trzech namiotów, które wymieniłam, otoczonych kordonem ogromnych dmuchanych balonów z logo sponsorów. Wszystko sprawia wrażenie jakiegoś smutnego (bo w gruncie rzeczy cichego) festynu, z którego osoby cierpiące na mieszankę agorafobii z klaustrofobią, podobne do mnie, muszą jak najszybciej uciekać. Zdjęcia w tym miejscu wychodzą wyjątkowo złe, bo w każdy kadr wpychają się pstrokate loga wszelkiej maści. Także wybaczcie ten a nie inny rodzaj dokumentacji.