Nowe Horyzonty opowiadania o sztuce

Nowe Horyzonty

Ledwie się obejrzałam, już jest środa – za krótko trwa ten festiwal, by obejrzeć wszystkie warte uwagi pozycje programu. Ku mojemu zdziwieniu, największy opór stawiają nie kalendarz, nawet nie wielka liczba pokazów konkretnych tytułów, ale moje zdolności percepcyjne. Powoli chyba dojrzewam do zmiany taktyki i przestaję oglądać tak dużo, jak to możliwe. Oszczędzanie sił interpretacyjnych wyjdzie z pożytkiem dla mnie i poszczególnych filmów.
Bardzo silną frakcję nowohoryzontową stanowią filmy o różnie rozumianej sztuce, ujęte nie tylko w bloku konkursowym „Filmy o sztuce”, lecz także „Re-mixed. Ze sceny na ekran”. Ze wszystkich do tej pory obejrzanych tytułów największe wrażenie zrobił na mnie film stworzony przez – jak się okazało podczas rozmowy zamykającej pokaz – amatorów.

„Babcia Lo-fi”

Bohaterką tej duńsko-islandzkiej miniatury (film trwa ledwie 60 minut, reż. Orri Jonsson) jest siedemdziesięciokilkuletnia, z pozoru przeciętna mieszkanka Islandii; emigrantka, bez większych sukcesów zawodowych, bo stale zmieniająca prace, matka czterech dorosłych i samodzielnych córek. Od nich właśnie Sigridur – tytułowa babcia – na siedemdziesiąte urodziny dostała pierwszy keyboard, który niebawem stał się jej ulubionym narzędziem rozrywki.

Nowe Horyzonty/więcej w galerii

Film o niej powstawał przez osiem lat, ostateczną formę przybrał dopiero po jej śmierci. Twórcy – jak już wspomniałam, nieprofesjonalni filmowcy – zainteresowali się jej postacią i postanowili złożyć jej hołd w filmowej formie, a zarazem uwiecznić jej fenomen. Ten fenomen łatwo obrócić w żart, jeśli przyjrzeć się liczbom – „Babcia” nagrała w siedem lat sześćdziesiąt dziewięć płyt, korzystając wyłącznie z magnetofonu z mikrofonem i instrumentu, który miał zaprogramowane kilka podstawowych rytmów i schematów harmonicznych podporządkowanych poszczególnym gatunkom muzyki rozrywkowej. Część z tych płyt można zresztą do dziś kupić na Islandii. Każda płyta wyszła w czterdziestu samodzielnie przez Sigridur złożonych egzemplarzach. Każda ma rysowaną odręcznie okładkę, opartą na jakimś prostym i zabawnym koncepcie graficznym, pasującym do motywu przewodniego płyty. Bohaterka filmu ma świadomość tego, że bywa tematem żartów, ale zdaje się tym w ogóle nie przejmować.