W drodze na Colours of Ostrava

123rf.com

Gdy wyjeżdżałam z Wrocławia, gruziński chór Casletila pielęgnujący tradycję śpiewów Swanetii przygotowywał się już do wieczornej prezentacji osiągnięć warsztatów. Stałam na przystanku, a oni w sąsiedniej restauracji śpiewali coraz piękniej, dołączały się kolejne głosy, w śmietniku hałasów miasta tworząc enklawę harmonii i spokoju. Przez chwilę czułam, że przepadnę za tymi syrenami jak Argonauci, ale w kluczowym momencie tramwaj zamiast Orfeusza ogłuszył mnie jazgotem i wywiózł na dworzec autobusowy.
Przyjechałam na kilka dni do Warszawy, by złapać trochę świeżego stołecznego powietrza, i z tej perspektywy myślę o Wrocławiu jeszcze nostalgiczniej. Bo ten ostatni koncert Casletili nie był jedynym przejawem wyjścia festiwalu w miasto. Przemykając pomiędzy pokazami filmowymi a warsztatami, słyszałam raz po raz spontanicznie koncertujących w knajpach w oczekiwaniu na posiłek artystów, a przed wieczornymi występami w kuluarach toczyły się rozmowy dumnych wrocławian o tym, jak mieszkańcy innych miast zazdroszczą im oferty kulturalnej zaplanowanej na czas wakacji. Już za tydzień nad Odrą ruszają Nowe Horyzonty, które ożywią nie tylko kino Helios, lecz także Rynek i knajpy, w których będą odbywać się nocne koncerty.