Jojo Moyes – współczesna historia o Kopciuszku, który napisał wielki bestseller

Życie Jojo Moyes jest niczym opowieść o Kopciuszku, w której nie brak wzlotów i upadków, nadziei i zwątpienia, porażek i sukcesów. To historia dziewczyny, której życie nie ofiarowało zbyt wiele i która, by spełnić dziecięce marzenia, musiała wszystko wydrzeć mu pazurami.

Jojo przyszła na świat w rodzinie dalekiej od ideału: wiecznie skłóconych, mających do siebie nieustające pretensje, klepiących biedę artystów, stałych klientów opieki społecznej, częściej szlifujących bruki niż zarabiających na życie. Narodziny córki zapewne tylko przyspieszyły rozstanie skaczących sobie do oczu przy byle okazji i z byle powodu małżonków.

Po rozwodzie rodziców podrzucona babci dziewczynka dorastała w Hackney, wówczas jednej z najbiedniejszych i zarazem najbardziej niebezpiecznych dzielnic Londynu, w której rozboje, napady oraz kradzieże były na porządku dziennym. Częste włamania do ubogiego babcinego domu, do którego bardzo rzadko zaglądała matka, nauczyły Jojo ostrożności i sprawiły, że nigdy nie czuła się bezpiecznie. Śmierć ukochanej babci jeszcze pogorszyła sytuację. Do tego stopnia, że gdy po ślubie Jojo zamieszkała w spokojnym Essex, cały rok zajęło jej odzwyczajenie się od ściskania w ręku pokaźnego pęku kluczy, z których większość nie pasowała do żadnego zamka, ale za to świetnie nadawała się do złamania nosa potencjalnemu napastnikowi.

Wychowanie w cieszącej się złą sławą dzielnicy i edukacja w kiepskiej szkole nie stanowiły najlepszego życiowego startu dla wrażliwej, bardzo samotnej dziewczynki, marzącej o regularnych posiłkach, ciepłym domu z kominkiem, psie, kocie i kucyku. Swoje tęsknoty mała Jojo regularnie przelewała na papier. W ten sposób powstała pierwsza powieść o przyjaźni samotnej dziewczynki z mówiącym ludzkim głosem konikiem, która zadecydowała o jej dalszych losach. Ponoć już wtedy ośmioletnia Pauline Sara Jo postanowiła zostać pisarką i zrobić wszystko, by pewnego dnia zobaczyć swoje nazwisko na okładce książki. Nie wiedziała wówczas, że przyjdzie jej na to czekać ponad trzydzieści lat i że droga do celu będzie pełna wyrzeczeń.

Uparcie dążąca do celu Jojo pilnie nadrabiała braki w edukacji, pracując równocześnie raz jako sprzątaczka, innym razem jako telefonistka na nocną zmianę, to znowu jako barmanka lub kelnerka w licznych pubach, opiekunka do dzieci… Dziś trudno jej wyliczyć wszystkie zawody, których się wówczas imała, by zapłacić czesne w szkole, czynsz za malutki pokoik czy kupić buty.

W 1992 roku nastąpił przełom, który pomógł jej urzeczywistnić dziecięce marzenia. Do świeżo upieczonej absolwentki socjologii uśmiechnęło się szczęście – jak sama mówi, „od ucha do ucha”. Darem albo kaprysem losu było stypendium dziennika „The Independent” umożliwiające podjęcie studiów dziennikarskich, które Jojo ukończyła z wyróżnieniem.

Gdy na drodze jej życia stanął przystojny kolega po fachu, Charles Arthur – kolejny zdaniem Jojo podarunek losu – nie zawahała się powiedzieć sakramentalnego „tak”.

Niestety, ani miłość, ani pasjonująca praca, ani przyjście na świat córki nie uchroniły Jojo przed depresją, u źródeł której leżało zapewne zarówno wyczerpanie spowodowane długoletnią walką o utrzymanie się na powierzchni, jak i rozczarowanie związane z odrzuceniem przez wszystkich wydawców, do których się zwracała, rękopisów trzech kolejnych powieści.

Kiedy kosztowna psychoterapia nie przynosiła żadnych rezultatów, młodzi małżonkowie postanowili opuścić Londyn, przenieść się na wieś i stworzyć tam wymarzony dom z kominkiem, kotem, psem, a być może w przyszłości także i koniem. Zadłużyli się po uszy, kupili starą, zaniedbaną farmę i zaczęli ją stopniowo remontować. Powoli, rezygnując ze wszystkiego, kosztem wielkich wyrzeczeń, stworzyli dom, w którym mieszkają do dziś z trójką dzieci, pięcioma kotami, czterema psami i koniem, na którym Jojo godzinami jeździ po okolicy. Dorobili się nawet kominka, który po kolejnej przeróbce przestał wreszcie dymić.

Spełniło się też kolejne marzenie Jojo – w 2002 roku po raz pierwszy ujrzała na okładce książki swoje nazwisko. Równo dwanaście miesięcy później w księgarniach pojawiła się jej kolejna powieść. Niestety, na sukces trzeba było poczekać dziesięć lat. W tym czasie przed nawrotem depresji i zwątpieniem uchroniły pisarkę, jak sama twierdzi, kłopoty finansowe, niekończące się remonty, nieustanne choroby dzieci, kalectwo starszego syna – obecnie trzynastolatka, który urodził się niesłyszący – a także przygarniane bezdomne, wymagające opieki zwierzęta, których liczba systematycznie rosła. Podobnie jak liczba niepoczytnych powieści Jojo.

Gdy dziewiąta z kolei książka po raz pierwszy pojawiała się na liście bestsellerów, autorka uznała to za pomyłkę, a wiadomość o sprzedaży pierwszych zagranicznych praw potraktowała jako głupi żart agentki. Dopiero po otrzymaniu projektu umowy zrozumiała, że wreszcie się udało! Gdy dostała pierwsze pieniądze ze sprzedaży, uświadomiła sobie, że została zauważona.

Kolejnym przełomem w jej karierze była ekranizacja powieści Zanim się pojawiłeś. Powstanie filmu było jak wygrany los na loterii. Wszystko potoczyło się bardzo szybko: Jojo Moyes została poproszona o napisanie scenariusza, a praca z aktorami na planie okazała się jednym z najwspanialszych doświadczeń w jej życiu. Pisarka wspomina: „Miałam dużo szczęścia, mając tak wiele do powiedzenia przy powstawaniu filmu; nie doświadczyłam tego, co przeżywa wielu pisarzy, którzy widzą swoją historię i postaci oddane przez kogoś innego. Mimo to przeżyłam szok w pierwszym dniu na planie, kiedy zobaczyłam Willa Traynora (Sam Claflin) idącego w deszczu, w garniturze od Hugo Bossa, z telefonem przy uchu i włosami uczesanymi przez kogoś innego, z głosem, który ktoś inny z nim wyćwiczył. Do tego momentu ta postać istniała tylko w mojej głowie, a tu nagle zdałam sobie sprawę, że cały zespół ludzi pracuje nad powołaniem jej do życia. To było zupełnie niezwykłe, nadal mam tę chwilę przed oczami”. W rolę Lou wcieliła się wówczas Emilia Clarke, która według Moyes idealnie pasowała do tej roli.

Ogromny sukces powieści Jojo Moyes i milionowe dochody niewiele zmieniły w życiu autorki. W dalszym ciągu kupuje bilety na pociąg w wagonie drugiej klasy. Dalej posyła dzieci do tych samych szkół. Jak dawniej ubiera się w tanich sklepach. Najczęściej chodzi w jeansach i ubłoconych butach – mieszka na wsi i ma dużo zwierząt. Jedynym luksusem, na jaki sobie pozwoliła, gdy jej powieść znalazła się na pierwszym miejscu listy bestsellerów, był ogromny czarny fotel do masażu. Zdaniem pisarki brzydki jak samo piekło, ale i piekielnie wygodny. Sukces sprawił, że w końcu poczuła się bezpieczna.

(współpraca U.P.)