„Julieta” już w kinach. Almodovar o swoim nowym filmie

Gutek Film/mat.pras.filmu

Od piątku na ekranach polskich kin możemy oglądąć nowy film Almodovara, inspirowany opowiadaniami Alice Munro. „Julieta” to historia kobiety, której córka zginęła bez śladu kilkanaście lat wcześniej.


Od piątku na ekranach polskich kin możemy oglądąć nowy film Pedra Almodovara. „Julieta” to historia kobiety, której córka zginęła bez śladu kilkanaście lat wcześniej. Obraz powstał na podstawie opowiadań Alice Munro. Co mówi o filmie sam reżyser?

reklama

Julieta” wzięła swój początek w opowiadaniach Alice Munro. Od kiedy przeczytałem „Uciekinierkę” myślałem o zaadaptowaniu trzech jej historii – „Szansy”, „Wkrótce” i „Milczenia” – na potrzeby kina. Te trzy opowiadania, choć nie następują kolejno po sobie, miały wspólną bohaterkę – Julietę. To niezależne formy, a ja spróbowałem nadać im wspólny charakter, dodając niezbędne elementy.

Zbiór opowiadań „Uciekinierka” pojawił się już jako rekwizyt na planie „Skóry, w której żyję”. Na tacy, na której Marisa Paredes (Marilia) podaje więzionej przez siebie Elenie Anayi (Vincente/Vera) śniadanie znajduje się również książka Alice Munro. Już wtedy zacząłem prace nad adaptacją. Zamieniłem Vancouver na Nowy Jork, bo bliżej mi do Stanów Zjednoczonych niż Kanady. Oba te kraje mają podobną strukturę rodziny. Dzieci, jadąc na uniwersytet, wcześnie opuszczają dom i wiele z nich oddala się od rodzin. Zyskują emocjonalną i geograficzną niezależność. W Hiszpanii rodzinne relacje nigdy nie zostają zerwane, pępowina łączy nas z rodzicami i dziadkami, nie jest jej straszny upływ czasu, oczywiście z wyjątkami. Bo przecież i tu mamy dzieci, które opuszczają dom, oraz ojców i matki, które porzucają swoje rodziny i nigdy nie wracają.

Pierwszą wersję scenariusza napisałem po hiszpańsku, chciałem, żeby te historie stały się moje i pozwalałem sobie na zmiany, których wymaga tworzenie scenariusza, nawet jeśli to adaptacja. Ale w końcu pokonały mnie wątpliwości, nie byłem pewien, czy jestem w stanie reżyserować w języku angielskim. Bałem się tej zmiany języka, kultury i miejsca. Zatrzymałem się więc na etapie pierwszej wersji, zachowując jednak prawa do opowiadań Munro. Wróciłem do scenariusza dwa lata temu. Podobał mi się bardziej niż się spodziewałem i spróbowałem przenieść jego akcję do Hiszpanii. Zacząłem coraz bardziej oddalać się od prozy Alice Munro, a zbliżać do własnego świata. Jej opowiadania ciągle są źródłem „Juliety”, ale trudno było przełożyć styl kanadyjskiej pisarki na języka kina, tak inny od języka literatury. A zamienienie ich na hiszpańskie historie to wręcz zadanie niewykonalne.

„Julieta” to mój powrót do kobiecego wszechświata. Z większością aktorek z bogatej obsady filmu pracowałem po raz pierwszy. Moje ścieżki przecięły się wcześniej tylko z Rossy de Palmą i Susi Sánchez. Zaryzykowałem też obsadzając w roli Juliety dwie różne aktorki. Adriana Ugarte to Julieta między 25 a 40 rokiem życia, Emma Suárez z kolei wcieliła się w jej starszą wersję. Nie lubię, gdy ta sama aktorka gra bohaterkę we wszystkich etapach jej życia.

Kiedy pokazałem zmontowany film Alberto Iglesiasowi, kompozytorowi, z którym pracuję od dwudziestu lat, jego pierwszą reakcją było to, że nie potrzebuje on muzyki. Podobał mu się taki surowy, prosto z montażowni. (…) Zasugerowałem Alberto, by napisał krótkie przejścia, które akcentowałyby zmiany czasu akcji, lub też powroty do postaci. Chodziło mi o coś subtelnego i lekkiego, jak kompozycje Clinta Eastwooda do jego najlepszych filmów („Za wszelką cenę”, „Listy z Iwo Jimy”). Wydaje mi się, że powstała jedna z najlepszych ścieżek Alberta Iglesiasa.

Byłem bardzo wstrzemięźliwy jeśli chodzi o stronę wizualną filmu, postaci drugoplanowe. Nikt tu nie śpiewa piosenek, nie przywołuję też scen z innych filmów, żeby opisać bohaterów. Brak tu mieszania gatunków, a przynajmniej tak mi się wydaje. Od samego początku wiedziałem, że „Julieta” ma być dramatem, a nie melodramatem.

na podst.mat. Gutej Film