Kobiecy głos w sprawie przemocy: wywiad z Karin Slaughter, autorką bestsellerowych kryminałów

Według danych Amnesty International i WHO codziennie jedna na pięć kobiet w Europie staje się ofiarą przemocy. 25% kobiet doświadczyło przemocy fizycznej, a 10% doznało przemocy seksualnej z użyciem siły. W większości przypadków sprawcą była osoba z najbliższego otoczenia ofiary. Blisko 40% zabitych na świecie kobiet zostało zamordowanych przez swojego partnera.
moje_sliczne_300Te druzgocące liczby rzadko wychodzą na światło dzienne. W kulturze masowej jest to wciąż temat tabu, nie mówi się głośno o ofiarach i ich katach, i o tym, że czasem największą krzywdę może zrobić najbliższy człowiek. Nie zgadza się na to Karin Slaughter, bestsellerowa autorka kryminałów, która w rozmowie z Mo Hayder powiedziała: Osobiście uważam, że już najwyższy czas, do cholery, żeby kobiety zaczęły mówić i pisać o przemocy wobec kobiet. W większości jesteśmy ofiarami tych przestępstw. To my musimy z nimi żyć – jeśli nam się poszczęści.

reklama

Na polskim rynku ukazał się właśnie wstrząsający thriller Slaughter „Moje śliczne”, w którym autorka porusza kwestię przemocy wobec kobiet. Przy tej okazji rozmawiamy z autorką.

Agata Rożnowska: Co twoim zdaniem należałoby zmienić w publicznej debacie o kwestiach przemocy wobec kobiet? Które z postulatów odnoszą się także do pisania?

slaughter_final 2012Karin Slaughter: Dziesięć procent mężczyzn, którzy dopuszczają się gwałtu, liczy, że uniknie odpowiedzialności poprzez zmowę milczenia i często się to sprawdza. Większość kobiet nie zgłasza przestępstw, bo boją się systemu. Słyszały lub oglądały w telewizji zatrważające historie kobiet, które oskarżyły mężczyznę o gwałt i tym samym zniszczyły sobie życie. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli podałabym ci pudełko czekoladek i powiedziała, że dziesięć procent z nich wypełnionych jest trutką na szczury, poczęstowałabyś się? Gwałt to jedyne przestępstwo, w przypadku którego policja pyta ofiarę, czy ta chce wnieść oskarżenie. Wyobrażasz sobie, że twój samochód został skradziony, a policja pyta: “Czy chcesz, żebyśmy spróbowali dowiedzieć się, kto to zrobił, a jeśli nam się to uda, będziesz chciała naprawdę iść do sądu?” Albo gorzej: “Raczej nie chce pani składać zeznań, bo ludzie będą pytać dlaczego zaparkowała pani właśnie tam, później dowiedzą się, że ostatnie auto skasowała pani w wypadku – nie chce pani przechodzić przez tak nieprzyjemną lustrację.”

Dlaczego twoim zdaniem kobiety, które padły ofiarą gwałtu czy innych form przemocy, są zazwyczaj obwiniane za to co im się przytrafiło?

Społeczeństwo ocenia kobiety i mężczyzn na podstawie zupełnie różnych standardów. Kiedy mężczyzna zostanie w środku nocy na ulicy zaatakowany, pobity i obrabowany, współczujemy mu. Jeśli to samo przydarzy się kobiecie, pouczamy ją o niebezpieczeństwie związanym z samotnym wychodzeniem w nocy, pytamy, czy wystarczająco szybko oddała napastnikowi portfel, dorzucamy, że mogła być zgwałcona. Tym sposobem kobieta ponosi winę za coś, o co nigdy nie obwinilibyśmy mężczyzny.

Ta sama dychotomia występuje na poziomie przemocy domowej. Litujemy się nad mężczyzną pozostającym w związku pełnym nadużyć. Kobiety obarczane są winą i nikt nie zastanawia się nad tym, dlaczego nie odejdą. Najbardziej niebezpiecznym czasem dla maltretowanej kobiety, kiedy grozi jej nawet morderstwo, jest moment, kiedy opuszcza swojego oprawcę. Często w niebezpieczeństwie są także dzieci, a poza tym jest jeszcze kwesta znana wielu wykorzystywanym kobietom – nie mają dokąd pójść. Łatwo jest mówić, że na jej miejscu wzięłabyś trójkę dzieci i poszła do przytułku dla bezdomnych, ale pomyśl, jakie byłyby tego konsekwencje i jak wyglądałaby twoja przyszłość, gdybyś nie miała wsparcia ze strony rodziny, możliwości zdobycia zatrudnienia, wykształcenia czy doświadczenia zawodowego, bo zostałaś w domu, by wychowywać dzieci. Łatwo jest mówić “mnie by się to nigdy nie przydarzyło” niż “tak mogłoby wyglądać moje życie”.