Kristin Scott Thomas: Ogień i lód

THE PARTY by Sally Potter

Jej uroda kojarzy się z wyniosłością i dystansem. A to nie tak. Jest po prostu nieśmiała i zamiast fleszy woli ciszę oraz spokój. W filmach „Party” i „Czas mroku”, które właśnie trafiają do kin, daje czadu! Pokazuje, że potrafi przełamać lodowaty image i że odzyskała apetyt na kino.

 

Podobno mimo doświadczenia, międzynarodowych sukcesów i popularności ciągle jesteś osobą nieśmiałą?

fot.123rf

To mi zostało z dzieciństwa i młodości. Nie miałam łatwych początków. Powiem tak: jeśli ludzie wątpią w ciebie i podkopują twoje poczucie wartości, to nie czekaj, aż dopadnie cię totalne załamanie. Weź się w garść i wyjedź za granicę. Przekonaj się, jak jest gdzie indziej. Ja tak zrobiłam, gdy usłyszałam, że nie mam za grosz talentu, kiedy studiowałam aktorstwo w Londynie. I to była moja najlepsza decyzja. Już po dziesięciu dniach pobytu w Paryżu dostałam się do paryskiego Conservatoire. Tamtejsi profesorowie dostrzegli mój talent aktorski. To mnie zmobilizowało, tego potrzebowałam.

Mało kto wie, że zagrałaś wtedy w reżyserskim debiucie Prince’a „Zakazana miłość”, a on potem napisał dla ciebie piosenkę.

Tak. Krytycy nie zostawili jednak na tym filmie suchej nitki. Twierdzili, że to przejaw narcystycznego samouwielbienia. Prince zagrał tam amerykańskiego żigolaka, który uwodzi francuskie kobiety, a ja byłam jedną z jego ofiar. Dostałam zresztą za tę rolę nominację do Złotych Malin. Takiego początku długo się nie zapomina [śmiech], ale może dobrze się stało, bo to wydarzenie mnie zahartowało. A tak w ogóle to myślę, że trudno było być Prince’em. Nieprawda, że był szalony. Na pewno ekscentryczny, nietuzinkowy, inny, kolorowy. Ja go lubiłam i ceniłam za oryginalność.

A co powiesz o Polańskim, z którym także zetknęłaś się w początkach twojej kariery?

Zagrałam w jego „Gorzkich godach”. Właśnie na planie tego filmu poznałam Hugh Granta. Zagraliśmy znudzone sobą małżeństwo, które wybiera się w morską podróż dla podratowania związku. W czasie wycieczki poznają parę, która wciąga ich w swoją perwersyjną grę. To było ciekawe doświadczenie. Z Polańskim świetnie się współpracuje, bo on doskonale czuje aktorów. Ma niesamowitą intuicję.

Więcej w lutowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 02/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.