„Król życia” z Robertem Więckiewiczem. Komedia o pozytywnej zmianie

14.10.2014. Warszawa . Fotosy do flimu ,, Krol zycia ,, w roli glownej Robert Wieckiewicz . Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Czy wredny szczur korporacyjny może stać się życzliwym człowiekiem? Nowy film z Robertem Więckiewiczem dowodzi, że wszystko jest możliwe . „Król życia” od dziś w kinach.

reklama

Edward należy do pokolenia przełomu, znalazł się wśród tych, którzy jako pierwsi na rynku dostali wielką szansę rozwoju zawodowego i wysokich zarobków. Ma piękną żoną, zabawną córeczkę, wygodne mieszkanie i duży samochód. Ale jest ze wszystkiego niezadowolony: żona jest beznadziejna, szef wredny, ojciec oczekuje nie wiadomo czego.

Edward jak inni wspinał się po kolejnych szczeblach kariery, w której pozycję wyznacza piętro, na który się pracuje, i miejsce w open space’ie. Jest kompetentny, wykształcony, skuteczny w tym, co robi, ale to jeszcze za mało, by osiągnąć prawdziwy sukces w korporacji. Szef sypiący mądrościami z amerykańskich podręczników dla wyższej kadry zarządzającej brutalnie mu to wyjaśnia. Edward też chciałby być takim bezwzględnym gnojem. Ale czuje, że nigdy nim nie będzie i to go frustruje. Do czasu…

Pewnego dnia przydarza mu się wypadek, właściwie „żaden”, nie na autostradzie czy skomplikowanym skrzyżowaniu a w bocznej uliczce. Jego samochód uderza w drzewa i mężczyzna doznaje urazu mózgu. Zapada w śpiączkę. Czy i kiedy wyjdzie z niej? – neurolog odmawia odpowiedzi.

Po miesiącu Edward się budzi i nagle zaczyna zupełnie inaczej widzieć ludzi wokół siebie: kumpel z podstawówki jest fajny, żona atrakcyjna, ojciec ważny… szef wprawdzie nadal jest gburem, ale kogo to teraz obchodzi?

Robert Więckiewicz doskonale sprawdza się w roli mężczyzny, którego przypadek zmusza do największej wolty w życiu. Jego korposzczur jest bufonowaty, sfrustrowany, roszczeniowy – jako „król życia” z naiwnością dziecka odkrywa nowe smaki, wierzy, że życzliwość jest zaraźliwa i chce pomagać innym. I w obu tych postaciach jest równie przekonujący. Jego filmowa żona, Norma (Magdalena Popławska) po wypadku może tylko czekać, co będzie dalej z facetem, który jest – choć chyba wkrótce już byłym – jej mężem. Lekarz na OIOM-ie nie daje wielkich nadziei: mózg jest tak skomplikowany, że skutki urazu są zupełnie nieprzewidziane. Gdy ten „nowy” Edward wraca do domu, kobieta jest zagubiona. To człowiek, którego nie znała. Wcześniej był opryskliwy i cyniczny, ale dobrze zarabiał, zapewniał rodzinie wygodne życie, teraz w ogóle nie myśli o „prawdziwej” pracy i karierze. Zrywa kontakt z kolegami z dawnej pracy, ale odnajduje kumpli z podwórka. „Pan chodził do szkoły podstawowej z Edwardem?”, zapyta Norma jednego z nich. „Tak, ale on skończył”, odpowie „Kapsel” w osobie Bartłomieja Topy.

Wypalenie zawodowe, spektakularne odejścia z pracy to dziś popularny temat w psychologii i coachingu. Edward jeszcze nie doszedł do tego etapu: praca go frustrowała, ale wciąż pobudzała. Sam nie podjąłby jeszcze – a może w ogóle? – decyzji o zmianie. Los zrobił to za niego. A Edward bardzo sprawnie się w niej odnalazł. Odzyskał dawną wrażliwość, ciekawość świata, życzliwość dla ludzi. I to mu się spodobało.

Szczerze zachęcam do podejrzenia tej filmowej zmiany w „króla życia codziennego”. Po projekcji „banan” na twarzy murowany!