Anna Janko: Julian Tuwim – boski szalony Julek

Portret Juliania Tuwima, Witkacy, 1929
wikimedia.commons/http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Witkacy/Index.htm

„Stoi na stacji lokomotywa” – te pierwsze słowa wiersza Juliana Tuwima są dla polskiego dziecka czymś takim, jak dla dorosłego „Litwo, Ojczyzno moja”. U progu mowy, u progu świata, który objawia się poprzez słowo, do dziecięcego pokoju wjeżdża Tuwimowska „Lokomotywa”. A w każdym wagonie – pełnia kształtów i kolorów! I w każdym wagonie – symfonia dźwięków i zapachów! Cały świat w największym natężeniu istnienia.
Co czytał Tuwim jako dziecko? On sam wspomina siebie jako złotowłosego parolatka, który w dziecięcym napięciu smaruje po swej pierwszej książce, a książką tą jest od razu Szekspirowska historia Romea i Julii. Jaki to świat zjawił się w dziecięcej sypialni małego Julka? Świat niezrozumiałych dla chłopca sporów rodowych Montekich z Kapuletimi i niejasno przeczuwanych… energii namiętności miłosnych.

W cieniu myszki

Pamiętam, że w szkole często wpatrywałam się w wiszący na ścianie portret Juliana Tuwima; jego płomienny wzrok przyciągnął moją uwagę. Starałam się ze wszystkich sił, aby jego twarz drgnęła, odwróciła nieco i abym mogła ujrzeć skrytą w cieniu słynną „myszkę”, ciemne znamię na lewym policzku poety.

Ów stygmat inności, wyróżniający go spośród rówieśników od początku życia, był przyczyną głębokiego kompleksu, nierozsądnie umacnianego przez neurasteniczną matkę, która winiła siebie za defekt urody syna, a nawet zabobonnie dopatrywała się w tej sprawie udziału sił demonicznych. Matczyne poczucie winy z powodu mocno semickiego wyglądu i diabolicznego znamienia dziecka wbudowało się w psychikę młodego Julka i bez wątpienia wzmocniło w późniejszym wieku słynne demonologiczne pasje poety.

Siostra Tuwima Irena, ta sama, która przyswoiła polszczyźnie „Kubusia Puchatka” Milne’a, wspomina ciężką atmosferę rodzinnego domu, uczucie napięcia, które towarzyszyło ich dzieciństwu, czego przyczyn dzieci nie rozumiały. Wiedziały, że matka chowa jakąś tajemnicę związaną ze swą młodością, ale nie wyjawiła jej nigdy, nawet gdy były już dorosłymi ludźmi. Możliwe, że na ponure nastroje, jakie panowały w tym domu o ciemnych pokojach zastawionych ciężkimi dębowymi meblami, miał też wpływ głęboki rozdźwięk pomiędzy rodzicami, którzy znacznie różnili się od siebie wiekiem, temperamentem, zainteresowaniami. Prawdopodobnie niezwykłe pasje młodego Juliana, „bziki” i „pobziki” z jego lat dziecięcych, miały źródło nie tylko w nieokiełznanej żądzy poznawania wszystkiego, ale były także sposobem uciekania we własny, niosący radość i odprężenie świat.

Wystrzałowe zainteresowania

Z upodobaniem i dość długo przeprowadzał młody Tuwim doświadczenia chemiczne i pirotechniczne w swoim pokoju lub nieopodal na schodach. Eksperymenty zakończyły się groźną eksplozją i okaleczeniem ręki, gdy nastoletni badacz ostatecznie udoskonalił pewną mieszankę wybuchową…

Innym hobby była hodowla jaszczurek i zaskrońców. Zdarzało się, że gady opuszczały terrarium i wędrowały po mieszkaniu w poszukiwaniu pokarmu! Jednak najcenniejszą namiętnością, która miała poważny wpływ na dorosłe życie i twórczość późniejszego poety, była rozwijana od szkolnych lat pasja lingwistyczna, miłość do słowników, etymologii wyrazów, egzotycznych języków. Nawiasem mówiąc, „Tuwim”, a dokładniej „Towim” – bo tak pisali się jeszcze dziadkowie poety – znaczy po hebrajsku „dobry”.

Pierwsze uczniowskie długi Juliana Tuwima wiązały się z zamówieniami książek w niemieckich antykwariatach. W tym okresie życia Julek opanował esperanto i przetłumaczył na ten język kilka utworów Leopolda Staffa, co dało sposobność nawiązania korespondencji ze starszym poetą. Tuwim poznał też doskonale rosyjski i z powodzeniem tłumaczył Balmonta, Briusowa, Puszkina.

Dla wielu młodych początkujących twórców Staff był w latach międzywojennych najwyższym autorytetem i niedościgłym mistrzem. Tuwimowi udało się nie tylko zawrzeć z poetą znajomość i skorzystać z mądrych wskazówek, ale także zdobyć jego przyjaźń trwającą całe życie. To właśnie Leopold Staff utwierdził 17-letniego Juliana w przekonaniu, że powinien pisać, że ma talent.

Można by rzec, że nie ma niczego niezwykłego w tym, iż młodzieniec, który w domowym laboratorium tworzy według własnych receptur najprawdziwiej pachnące perfumy – a Tuwim i to potrafił – wyrośnie na autentycznego poetę!…

Słowa z trzewi

W 1912 roku, gdy z powodu matematyki powtarzał szóstą klasę łódzkiego gimnazjum, „Tygodnik Ilustrowany” przyjął do druku pierwszy jego wiersz.

„Ogarnął mnie szał nieprzytomnej radości. Do talerza stygnącej zupy zaczęły kapać łzy”, wspominał Tuwim po latach tę chwilę, gdy po powrocie ze szkoły przeczytał list od redaktora „Tygodnika…”.Wyobraźmy sobie dorastającego młodego poetę z tamtych lat… „Szalony cudowny Julek! – wspomina jego siostra. – Nosił się z fantazją; chodził w rozpiętym szynelu, w czapce podziurawionej jak sito papierosami, co należało do elegancji; rozbijał się dorożkami i skrapiał sobie włosy wodą brzozową Drallego”. A do tego recytował z pamięci po francusku słynny „Statek pijany” Artura Rimbauda!

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »