Aravind Adiga „Ostatni mieszkaniec”

fot. materiały prasowe

Trzecią powieść Aravinda Adigi można potraktować jako dobry aneks do głośnego „Slumdoga. Milionera z ulicy”. Nie jest to jednak baśń o szczęśliwym zakończeniu, lecz na wskroś realistyczna opowieść o kraju, w którym średni roczny dochód na jednego mieszkańca wynosi ok. 800 dolarów.
Bohaterowie „Ostatniego mieszkańca” nie żyją wprawdzie w slamsach, ale także marzą o milionach, dzięki którym będą mogli podnieść swój społeczny status. Dostaną górę pieniędzy, jeśli sprzedadzą swoje mieszkania deweloperowi chcącemu na miejscu ich starej kamienicy wybudować apartamentowiec. Problem w tym, że jeden z lokatorów, emerytowany nauczyciel, stanowczo się temu sprzeciwia. Nie przekonują go ani prośby, ani groźby, tymczasem spółdzielcy muszą być jednomyślni. Od opornego lokatora odwracają się nawet przyjaciele, którym najbardziej zależało na tym, żeby się nie wyprowadzać, i to przede wszystkim dla nich podjął swoją samotną walkę. Adiga umacnia pozycję pisarza zaangażowanego, ale też rozwija się artystycznie. Mniej już u niego publicystyki, a więcej ironii – widocznej zwłaszcza w nad wyraz przewrotnym zakończeniu.

reklama

przełożył Ludwik Stawowy, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, s. 488