Cała prawda o odrodzeniu: „Ludzie renesansu” – recenzja

Wydawnictwo Rebis

Wydawało mi się, że o renesansie wiem tyle, ile trzeba.
Ale dzięki lekturze dzieła pary Brytyjczyków uświadomiłam sobie, że ta rzekoma wiedza to kilka wyklepanych w szkole formułek mówiących o rozkwicie sztuki, humanizmie, miłości do antyku. Wszystko to po części prawda, jeśli popatrzy się na odrodzenie okiem historyka sztuki czy literatury. Tymczasem Davis i Lindsmith przyglądają się epoce w całej jej złożoności. Dlatego też rozpoczynają swój przegląd biografii „umysłów, które ukształtowały erę nowożytną” od roku 1400 do ok. 1600.

Pozwala im to uzupełnić portrety wybitnych artystów, uczonych, władców i mecenasów o życiorysy postaci, jakie niezbyt pasują do wygładzonych haseł. Np. o biogram Heinricha Kramera, autora „Młota na czarownice” – niesławnego dzieła, które powstało w roku 1487, by aż do początków XVII w. służyć jako instrukcja wykrywania i mordowania rzekomych czarownic. Albo portret Veroniki Franco, kurtyzany walczącej o prawa kobiet lekkich obyczajów. Lub Isabelli Andreini, jednej z pierwszych gwiazd sceny w czasach, gdy także role żeńskie grali mężczyźni. Właśnie, portretów kobiecych jest tu naprawdę sporo, co też świadczy o nowym podejściu do dziejopisarstwa. Tak samo jak pozbawiona zadęcia narracja. Bardzo lubię historię w takim właśnie wydaniu.

„LUDZIE RENESANSU”, Robert C. Davis, Beth Lindsmith, przełożyła Aleksandra Górska, Rebis, Poznań 2012.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »