Drugie rozliczenie: Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?
mat. prasowe

Każdy pisarz nosi w zanadrzu jedną historię, którą prędzej czy później upublicznia. To historia jego rodziny, która nierzadko jest historią narodzin pisarza.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?
mat. prasowe

Historią pokazującą, jak doszło do tego, że codzienne zdarzenia zaczęły mu się układać w fabułę, a bliskie osoby w jego oczach zamieniły się w bohaterów powieściowych. Opowieścią o tym, jak obserwacja oraz analiza otaczającej go rzeczywistości przestały być niewinne.

Debiutancka książka Jeanette Winterson „Nie tylko pomarańcze” (1985) była właśnie historią o niej samej, o dziewczynce w niemowlęctwie porzuconej przez matkę i jej przybranych rodzicach. Tę historię brytyjska pisarka zmieniła na tyle, by można tu było mówić o autocenzurze. Dlaczego młoda autorka się na nią zdecydowała, skoro kilka lat wcześniej pod przymusem opuściła zastępczy dom? Zapewne po to, by w jakiś sposób ochronić „tatę”, swojego opiekuna, z którym do końca jego życia miała dobre relacje. Niewykluczone również, że chciała nabrać dystansu do tego, co ją spotkało, nie zdradziła więc wszystkiego. Ale też mogła zmienić fakty, wyłącznie dlatego, by zderzyć prawdę z wyobraźnią, przetestować swoje pisarskie możliwości. W nowej, niezawoalowanej już opowieści Winterson tego jednoznacznie nie tłumaczy.

Bez wątpienia jednak wraca do własnej biografii po to, żeby opowiedzieć jej dalszy ciąg. Ciąg dalszy, który tak naprawdę jest początkiem, powrotem do prawdziwych rodzinnych korzeni. Nie zdradzę, jak on wyglądał, bo „Po co ci szczęście…” jest przede wszystkim powrotem do korzeni fałszywych. Próbą zmierzenia się po wielu latach z koszmarem dzieciństwa, z panią Winterson i jej metodami „wychowawczymi” oraz z poczuciem odrzucenia, które życie w rodzinie adopcyjnej pogłębiło. W tej prawdziwej opowieści przesunęły się więc pewne akcenty: to już nie jest historia homoseksualnej dziewczynki przygarniętej przez religijną fanatyczkę, ale historia walki dziecka o rodzicielską miłość. O to, by zasłużyć sobie na miano prawdziwej córki.

Inne rozłożenie akcentów sprawia, że osobista opowieść staje się bardziej uniwersalna. Zmienia się także jej tonacja z dramatycznej na tragikomiczną, bo zachowanie upiornej matki budzi tyleż litość – dla niej oraz jej maltretowanej psychicznie i fizycznie ofiary – ile rozbawienie. Pani Winterson jest tak groteskowa, że aż trudno w nią uwierzyć. I może to także sprawiło, iż w swojej pierwszej powieści pisarka zdecydowała się pewne rzeczy przemilczeć. Kiedy ma się świeże poczucie krzywdy, to najłatwiej zemścić się na oprawcy przedstawiając go jako potwora lub karykaturę człowieka. Ale wtedy łatwo też wzbudzić podejrzliwość czytelnika, który może posądzać autora o brak obiektywizmu albo bycie niesprawiedliwym. Autorka „Namiętności” podjęła więc dobrą decyzję retuszując tę postać. Po wielu latach ufamy jej już bez zastrzeżeń.

Tym bardziej, że w nowej wersji ta historia opowiada, jak Jeanette Winterson wreszcie otrząsnęła się ze złych doświadczeń i uwierzyła w to, iż godna jest miłości. A także dowiedziała się, że szczęście i bycie normalnym częściej się ze sobą łączą, niż się wzajemnie wykluczają.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna? Przełożyła Katarzyna Karłowska, Rebis