Dziwna moc: Wacław Holewiński, „Opowiem ci o wolności”

Opowiem-ci-o-wolnosci_Waclaw-Holewinski
materiały prasowe

Bohaterki powieści Holewińskiego to postaci autentyczne: podczas wojny łączniczki, żołnierki Narodowych Sił Zbrojnych, później Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, po wojnie – więźniarki polityczne.

Opowiem-ci-o-wolnosci_Waclaw-Holewinski
materiały prasowe

Ale Wanda Nachtman i Walentyna Stempkowska, których losy były do siebie zadziwiająco podobne, być może nigdy się nie spotkały, a już na pewno nie przyjaźniły ze sobą. Autor „Opowiem ci o wolności” poznał ich biografię tylko w najważniejszych punktach, w „strzępkach”, jak sam napisał. Resztę musiał sobie dopowiedzieć, czerpiąc z informacji, które zebrał choćby na użytek debiutanckiej powieści „Lament nad Babilonem” (2002), poświęconej pierwszemu komendantowi głównemu NZW, Tadeuszowi Danilewiczowi.

Obie młode, niespełna osiemnastoletnie kobiety do konspiracji dostają się dzięki starszym braciom, obie – co zostało wyraźnie powiedziane – wstępując do NSZ, nie dokonują jakiegoś wykalkulowanego wyboru politycznego, przeto nie ma wielkiego sensu rozważać, co wyróżniało tę zbrojną formację i co ten wybór oznaczał dla bohaterek. Poza jednym: zapłaciły za niego straszliwą cenę. „Opowiem ci o wolności” to zatem przede wszystkim – jak podkreśla autor w posłowiu –pierwsza polska powieść o kobietach-żołnierzach NSZ. Holewiński opisuje ich wojenne losy, większy jednak akcent kładzie na część biografii bohaterek rozgrywającą się tuż po wojnie, czyli na lata, które spędziły one w więzieniu.

Tam nie tylko „opowiadają sobie one o wolności”, ale w imię wolności znoszą strach, tortury, upokorzenia. Jednej z nich, Wali, są one zresztą już znane, bo przechodzi najpierw przez koszmar przesłuchań gestapo i obóz koncentracyjny w Ravensbrück. Pomnożenie potwornych doświadczeń wydaje się nie do zniesienia, Wala się jednak nie załamuje: w jej przypadku rzeczywiście to, co nie zabija, wzmacnia. Nie mniejszą odwagą i siłą ducha cechuje się Maria. A ich męstwo dodaje czytelnikowi odwagi, by przedrzeć się przez opowieść, w której tak niewiele jest chwil wytchnienia od potworności. Autor jednak o nich nie zapomina: to w momentach, kiedy bohaterki zachowują się z młodzieńczą brawurą (przepiękna scena śpiewania „Marsza Mokotowa” na stacji kolejowej) albo pozwalają sobie na wygłupy (jak podczas urządzonego w więzieniu wieczorku sylwestrowego), widać ich siłę oraz wolę przetrwania.

To konieczne, by tak mocna, ułożona z tak drastycznych rozdziałów historia zachowała walory dobrej literatury. Dobrej w tym przypadku znaczy wiarygodnej; takiej, w której bohaterstwo w podniosłym sensie tego słowa nie przesłania zwyczajnego człowieczeństwa. Opowiadające o sobie Maria i Wala pozostają normalnymi, młodymi dziewczynami. Tym bardziej więc współczuje się im, że urodziły w tak strasznych czasach.

Wacław Holewiński, Opowiem ci o wolności, Zysk i S-ka, Poznań 2012, s. 468

Więcej o książkach czytaj TUTAJ