Hubert Klimko-Dobrzaniecki „Bornholm, Bornholm”

Materiały prasowe

O Hubercie Klimko-Dobrzanieckim można było sobie ostatnio poczytać głównie we francuskich gazetach, a to w związku z premierą jego „Kołysanki dla wisielca”. Doskonałe przyjęcie tej książki stanowi poniekąd potwierdzenie faktu, że jej autor jest jednym z naszych najbardziej europejskich pisarzy.
 

reklama

W opanowywaniu Starego Kontynentu przydaje mu się przede wszystkim doświadczenie emigranckie. W pewnym stopniu stało się ono inspiracją i dla najnowszej powieści. Obaj jej bohaterowie to ludzie znajdujący sens życia nie u siebie. Pierwszy z nich szuka prawdziwej miłości, bo czuje się odrzucony przez żonę, drugi zaś prawdziwej rodziny, ponieważ nigdy nie poznał ojca. Mężczyźni prowadzą swoje poszukiwania w innych epokach, których realia tworzą interesujące tło dla symultanicznie przedstawionych opowieści, by jedynie symbolicznie spotkać się na Bornholmie. Przy czym wiele wskazuje na to, że ich losy łączą się nie tylko poprzez miejsce, w którym kończy się ich wyprawa po szczęscie. Warto.

Znak, Kraków 2011, s. 240

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »