Jan Costin Wagner „Milczenie”

fot. materiały prasowe

Rok 1974, lato, południowo-zachodnia Finlandia, okolice Turku. W odludnym miejscu leży porzucony rower. Wkrótce okazuje się, że należał do Pii Lehtinen, nastolatki, której ciało policja wkrótce odnajduje na dnie jeziora. Sprawca morderstwa nie zostaje wykryty, a akta śledztwa trafiają do archiwum.
Ponad 30 lat później – déjà vu: to samo miejsce, inny rower, sportowa torba i ślady krwi. I zaginiona dziewczynka. Ale „Milczenie” to jeden z tych kryminałów, w których nie chodzi o wykrycie, kto zabił – akcja zmierza do rozstrzygnięcia zagadki, czy historia się powtarza.

reklama

Poważni krytycy debatują nad źródłem sukcesu kryminałów. Jednym z argumentów mających wyjaśnić fenomen jest to, że powieść kryminalna wciąż zachowuje zasady gatunku – zawiera dialogi, rozdziały, liniową fabułę, a wszechwiedzący narrator opisuje i wyjaśnia rzeczywistość. We współczesnej prozie to rzadkość. Od kilku lat niesłabnącym powodzeniem cieszą się opowieści detektywistyczne ze Skandynawii. Henning Mankell czy Stieg Larsson bardziej przyczynili się do promocji Szwecji niż wyspecjalizowane agencje PR. Tym razem, za sprawą Jana Costina Wagnera (pisarza niemieckiego, ożenionego z Finką), trafiamy w głąb półwyspu, gdzie bajeczna przyroda, jeziora czyste, sauna w każdym domu. I tylko ta mroczna tajemnica sprzed lat…

W 2008 roku „Milczenie” zyskało tytuł „najlepszego niemieckiego kryminału” , a 2 lata później wyróżniono jego francuski przekład. Powieść została także zekranizowana, w Polsce adaptacja nosi tytuł „Cisza”.

przełożyła Beata Moryl, Wydawnictwo Akcent, Warszawa 2011, s. 248