Janusz Rudnicki „Męka kartoflana”

Materiały prasowe

Wysyłanie faceta po mąkę kartoflaną w Niemczech może się dziwnie skończyć. A już w ogóle z celem mija się wysyłanie po cokolwiek Janusza Rudnickiego, bo można mieć stuprocentową gwarancję, że pisarz nie trafi w umówione miejsce, lecz zupełnie gdzie indziej. Tam, gdzie zawiedzie go skłonność do konfabulacji i potrzeba zgłębiania codziennego absurdu.
Zarówno dryg do zmyślania, jak i zamiłowanie do nieustajacego włóczenia się sprawiają, że Rudnicki nie daje spokoju także pozornie skończonym już tekstom. Musi je wprawiać w ruch. Dlatego też nowa „Męka kartoflana” różni się od tej sprzed dekady, która też powstała w efekcie zmiksowania i połączenia w fabularny ciąg opowiadań napisanych w latach 80. i 90. Ale choć książka wciąż zmienia kształt, to właśnie dlatego zachowuje aktualność. I pozostaje sztandarowym dziełem autora „Można żyć”. Ten zdeklarowany mieszkaniec sfery „pomiędzy” (trzema w tej chwili krajami: Polską, Niemcami a Czechami), programowy outsider i błazen kpiący z politycznej poprawności nie ma żadnego sobowtóra w naszej prozie. Lektura obowiązkowa.

reklama

W.A.B., Warszawa 2011, s. 464

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »