Małgorzata Szejnert „Dom żółwia. Zanzibar”

Nie znam osoby mniej lubiącej podróżować niż ja sama. Wychodzę z założenia, że zwiedziłam już każdy zakątek globu. A to dzięki lekturom, oczywiście. Przy czym najbardziej lubię te, które opisują wyprawę nie tylko w przestrzeni, ale także w czasie. Tak jest w przypadku opowieści Małgorzaty Szejnert.
Tym razem znakomita polska reporterka udała się do Afryki. By tropiąc ślady żółwi, niewolnictwa, Sienkiewicza, pewnej arabskiej księżniczki, Freddiego Mercury’ego czy popobawy (to taki lokalny upiór), przedstawić dzieje Zanzibaru od zarania XIX wieku do dziś. Żółwie czy duch przybierający postać nietoperza wbiły się w pamięć, bo przedstawione zostały najbardziej urzekająco, ale główną linię narracyjną tej książki wyznacza co innego. Historie ludzi, którzy zaważyli na obliczu opisanego kraju, i historie budynków będących świadectwem albo upadku, albo odrodzenia. Co interesujące, animatorami tego ostatniego, przebiegającego pod znakiem ekoturystyki, są przeważnie przybysze z Europy. Jest to więc także opowieść o tym, jak zmienił się stosunek białego człowieka do Czarnego Lądu. Polecam gorąco.

reklama

Znak, Kraków, s. 400

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »