Monica Ali: Między światami

Monica Ali website

Pisanie to dla mnie wolne czołganie się z wybuchającymi dookoła minami. Tylko od czasu do czasu zdarza się zawieszenie broni, podczas którego można się podnieść i kawałek podbiec – mówi Monica Ali, pisarka, która wstrząsnęła literackim światem jeszcze przed ukończeniem swojej pierwszej powieści.
W 2003 roku miała 36 lat i żadnych wydanych książek na koncie. Kilka nieważnych opowiadań i niewiele poza tym. Większość czasu poświęcała opiece nad dwójką swoich dzieci. Wszystko zmienił wyjazd do Bangladeszu na pogrzeb jej dziadka. Zainspirowana Ali zaczęła pracę nad „Brick Lane”. Na podstawie zaledwie 5 rozdziałów powstającej powieści wydawnictwo Doubleday zaproponowało jej przedpłatę w wysokości 200 tysięcy funtów (amerykański Scribner dodał połowę tego), a Granta umieściła ją na prestiżowej liście najlepszych młodych pisarzy dekady.

„Podczas lunchu z Doubleday, gdy złożyli mi ofertę, byłem spokojna i opanowana. W końcu musiałam jednak na chwilę wyjść: roześmiałam się i zaczęłam wymachiwać rękami w powietrze. Czułam się jak w bajce” – wspomina Ali.

Przeznaczenie

Może mamy tutaj do czynienia z przeznaczeniem? „Brick Lane” nie powstałby przecież, gdyby matka pisarki, Angielka, nie zakochała się w bangladeskim imigrancie, nie odważyła się pojechać za nim do jego ojczyzny i gdyby para kochanków uległa swoim zszokowanym tym związkiem rodzinom (dla ojca Ali, jak nakazywała tradycja, wybrano już inną żonę). Do Anglii wracali już z 3-letnią Monicą. Skazaną na życie pomiędzy dwoma kulturami.

„Z konieczności uczysz się wtedy być spostrzegawczym. Obserwujesz zachowania angielskich dzieci, żeby mieć przyjaciół w szkole, a później musisz wiedzieć, jak zachować się w domu bengalskim. To był dobry trening dla pisarza” wspomina Ali, w której przypadku to kulturowe rozdarcie nie miało raczej wymiaru traumatycznego. Inaczej jest z bohaterką jej sławnej powieści, Nazneen, 16-latką z Bangladeszu oddaną za mąż 40-latkowi, dla której zamążpójście oznacza przenosiny do odległej Anglii. Wprost na ‚najbardziej znaną azjatycką ulicę’ Londynu, Brick Lane.

To tam, wyrwana ze swojej ojczyzny i izolowana od nowej rzeczywistości przez filozofującego męża nieudacznika, Nazneen będzie przez lata szukać swojej, zawieszonej gdzieś między światami, tożsamości.

(Pro)kreacja

Podczas jednego z wywiadów dziennikarka mówiła o nagłej sławie Ali, że „za te miliony nagród, które zdobyła, nienawidzą jej wszyscy czekający na sukces pisarze”. Dodała jednak też słusznie, że ten przypadek daje nadzieję wszystkim zaczynającym późno, a przede wszystkim… piszącym matkom. „To było dziwne, ale moje pierwsze dziecko uczyniło mnie bardziej… pewną siebie? Całe życie czytałam, ale nie sądziłam, że stworzę coś wielkiego. Po ciąży pomyślałam jednak, że jeśli mogłam być kreatywna w ten sposób, to czemu miałoby nie udać się z innymi dziedzinami?” komentowała pisarka.

Bezsenność jej drugiego dziecka też zresztą pomogła. Ali musiała coś przecież robić z czasem w nocy. No więc pisała. Przedpłatę za pierwsze 5 rozdziałów wydała zresztą głównie na opiekunki dla dzieci, dzięki czemu szybciej ukończyła książkę. Jej wydanie i dobre wyniki sprzedaży nie zmieniły jej jednak w celebrytkę. Na pytanie o projektanta, którego sukienkę chciałaby założyć, odpowiada, że „woli jeansy”. Przyznaje też, że jej najgorszym nawykiem jest noszenie tych samych ubrań przez kilka dni z rzędu, gdy akurat pracuje nad tekstem.

Zwlekanie

Po „Brick Lane” Ali dopisała na swoje konto jeszcze zbiór opowiadań „Alentejo Blue”, powieść z okładką niesłusznie sugerującą kryminałOd kuchni” i najbardziej kontrowersyjną „Historię nieopowiedzianą”. Ta ostatnia, to ryzykowna próba opowiedzenia alternatywnej wersji historii, w której Lady Diana przeżyła wypadek samochodowy. Książka zebrała różne recenzje, ale mnie odstrasza od niej komentarz wykładowcy krakowskiej anglistyki, który radził zainteresowanie się tym tytułem tylko osobom układającym listę najgorszych książek w historii.

Na szczęście, mimo że żadna z jej późniejszych książek nie powtórzyła sukcesu debiutu, Ali ma jeszcze sporo czasu, żeby to zmienić. Jako 44-latka nie spieszy się zresztą z pisaniem. „Czasami siedzę przy biurku po 6, 7 godzin bez ruchu, a na kartce jest może 10 słów albo jeszcze mniej. Ale tego nie można pospieszać, czasami ma się jakiś dobry powód do zwlekania” zapewnia. My czekamy więc na to, z czym ona zwleka już blisko 10 lat, kolejny światowy bestseller.