Papieski maestro, Gilbert Levine

W zalewie publikacji typu „mój przyjaciel papież” pojawiła się rzecz warta zauważenia. „Papieski maestro” to opowieść Gilberta Levine’a, amerykańskiego dyrygenta z żydowskiej rodziny, o przyjaźni z Janem Pawłem II. Przyjaźni zrodzonej z wiary w moc muzyki.
Koniec roku 1987 to schyłek Peerelu, bylejakość posunięta do imentu, nowohucki smog nad Krakowem i nerwowość Służb Bezpieczeństwa. Dyrektorem muzycznym Filharmonii Krakowskiej zostaje Gilbert Levine. Nie-Polak, niekatolik – prawdziwy obcy. Jako pierwszy dyrygent z Zachodu w tej części Europy nie może pozostać niezauważony. Wkrótce trafia więc i do metropolity, kardynała Macharskiego, a dzięki jego rekomendacji – do papieskiego sekretarza, księdza Dziwisza. To początek przygody w Watykanie, z którym muzyk zwiąże się na następne kilkanaście lat.

reklama

Levine pisze własne wspomnienia, więc oczywiście przywołuje fakty ważne dla niego. Mimo że mieszka nad Wisłą w przełomowych czasach, to niewiele uwagi poświęca temu, czym żyło wtedy polskie społeczeństwo. Zauważa , że coś się dzieje, że ma to wpływ na atmosferę w orkiestrze, ale niewiele więcej. Nie wiem, jak było w rzeczywistości, ale z książki wyłania się obraz życia bardzo osobno. Nie obrażajmy się jednak na autora, bo w podobny sposób napisana jest cała książka. Równie mimochodem Levine informuje czytelników o wydarzeniach z życia swojej rodziny, o której skądinąd wiemy, że jest dla niego bardzo ważna.

O czym jest więc „Papieski maestro”? O spotkaniu z Janem Pawłem II, które dogłębnie zmieniło życie autora. Zarówno w sferze czysto muzycznej (pozwoliło mu zrealizować zupełnie wyjątkowe projekty muzyczne), jak i duchowej (Levine przyznaje, że pod wpływem papieża wzmocniła się jego żydowska religijność).

Książka to przede wszystkim pasjonująca opowieść o muzyce, jej znaczeniu, możliwościach interpretacji. Pojawia się w niej jednak kilka innych ważnych wątków pontyfikatu Karola Wojtyły: uhonorowanie ocalonych z Zagłady, zbliżenie religii monoteistycznych, Jubileusz Roku 2000. Ciekawie jest obserwować, jak Levine „oswaja” Watykan. Z początku jest to dla niego obca, sformalizowana struktura – z czasem akceptuje tryb jej działania, choć czasem się buntuje albo nie rozumie, dlaczego coś się dzieje tak, a nie inaczej. Warto podkreślić, że mimo zażyłości z wieloma oficjelami, tak hierarchami kościołów, jak politykami i wpływowymi przedsiębiorcami, autor zachowuje szacunek i dystans, gdy o nich pisze. To przyjemna odmiana w stosunku do polskiego hucpiarstwa. Zazwyczaj omijam szerokim łukiem wszelkie okołopapieskie wspominki – tym bardziej cieszę się więc, że na ten tytuł trafiłam.

tłum. Magdalena Iwińska, Hanna Faryna-Paszkiewicz, Wydawnictwo Świat Książki, 2012, s.432