Sylwia Siedlecka „Szczeniaki”

Materiały prasowe

Wydawcy nie palą się do publikowania debiutanckich zbiorów opowiadań młodych polskich pisarzy. Wolą powieści, jakby obszerna forma prozatorska świadczyła o większym talencie. Czasem jednak zdarza im się zaryzykować. Dzięki temu możemy poznać pisarzy, którym niewielka objętość wystarcza do stworzenia przestronnego uniwersum.
 

reklama

Kiedy czytam te dziwne opowieści, niepokoję się o ich autorkę. Czy pojawiające się w „Szczeniakach” dziwaczne postaci, osobliwe miejsca oraz niesamowite sytuacje materializują się w jej snach i nękają ją także na jawie? Narzucają się wyobraźni dopóty, dopóki pisarka nie odprawi egzorcyzmów, nie zamknie ich w językowej pułapce? A może po prostu Sylwia Siedlecka widzi więcej niż my, wyglądając przez okno, podróżując, odwiedzając kogoś w szpitalu, kupując nowy mebel bądź obserwując klientów kawiarni? Widzi i bierze się do roboty – nadaje temu, co zwyczajne, niezwykły wymiar. O to chodzi w literaturze, by odsłaniać nowe obszary rzeczywistości (albo wyobraźni), i ona to potrafi. Może też, co stwierdzam ku przestrodze, zamieszać w naszych snach.

 

W.A.B., Warszawa 2010, s. 230

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »