Toni Morrison: Horror historii

Wikimedia Commons

Myślałam, że stworzono już książki o wszystkim, więc nie ma sensu produkować kolejnych. Problem pojawił się, gdy chciałam przeczytać o czymś, o czym nikt w ten sposób nie pisał. Żeby to zrobić, musiałam sama taką książkę napisać – tłumaczy swoje początki Noblistka, Toni Morrison.
Czytanie jej powieści kojarzy mi się przede wszystkim z filmowymi horrorami, których reżyserzy wiedzą dokładnie, jak zwabić widza w pułapkę. Morrison opowiada historie, których nie chcielibyście usłyszeć mówi o niej jedna z biografek. I ma sporo racji, czasami, trochę jak podczas kinowego seansu, mamy ochotę po prostu zasłonić oczy, odwrócić głowę.

Ludzie z imionami

Morrison nienawidzi, gdy podkreśla się poetyckość jej prozy. Uważa, że ludzie marginalizują w ten sposób siłę tego o czym opowiada. Poetyckość, muzyczność, wielka wrażliwość i delikatność, z którą pisarka bawi się językiem sprawia jednak, że opisy okropieństw niewolnictwa i jego znacznie subtelniejszych, pokoleniowych skutków uderzają w nas jeszcze mocniej.

Wśród tych pierwszych, wspominając np. o wędzidle, którym blokowano usta Paula D w „Ukochanej”, Morrison mówi:Nie chciałam opisywać jak to urządzenie wyglądało. Chciałam, żeby czytelnik poczuł jakie to było uczucie. Nie chcę też pokazywać jak wyglądało niewolnictwo. Chcę, żeby czytelnik czuł jakie to było uczucie, żeby coś historycznego stało się czymś personalnym, żeby przybrało postać ludźmi z imionami.

Niebieskie oczy

Jej łączenie politycznego z prywatnym nie jest jednak tylko prostolinijną krytyką. To raczej ciągłe stawianie pytań moralnych samej sobie i czytającym. Najsławniejszym jest oczywiście to, nad którym rozważania przyniosły pisarce Nagrodę Pulitzera: o decyzję matki, która w „Ukochanej” wolała odebrać życie swojemu dziecku zamiast pozwolić mu z powrotem trafić do niewoli.