„Tyrmandowie. Romans amerykański” , rozmawiała i skomponowała Agata Tuszyńska

Listy Tyrmanda
Wydawnictwo MG

Losy Tyrmanda w Peerelu są znane. Wydał kultową powieść „Zły”, lubił jazz, prowadził bujne życie towarzyskie, znał Warszawę i Warszawa go znała. Kilka lat temu powrócił do świadomości publicznej przy zupełniej nieliterackiej okazji, gdy przywołano jego kolorowe skarpetki. W połowie lat 60. wyjechał z Polski. Co było potem?

Listy Tyrmanda
Wydawnictwo MG

Po latach oczekiwań, w 1965 r. Leopold Tyrmand dostał paszport i opuścił Polskę. Podróżował po Europie, odwiedził matkę w Izraelu, a następnie wyjechał na stypendium do Stanów Zjednoczonych. Początkowo nie był zdecydowany na emigrację, ale ostatecznie – zniechęcony wstrzymaniem druku powieści w kraju – postanowił zostać na stałe za granicą.

Błyskotliwy, biegle znający angielski przybysz zza żelaznej kurtyny budził zainteresowanie amerykańskich intelektualistów. Budził też zainteresowanie kobiet – tak było w Polsce i nic się nie zmieniło po wyjeździe. Prawdopodobnie dzięki rekomendacji jednej z nich, z którą połączyła go bliska znajomość, redaktorki tygodnika „Time”, Beverly de Luscia, trafił do opiniotwórczego „New Yorkera”. Rok po przyjeździe redaktor naczelny tygodnika zaproponował mu współpracę.

Pisanie dla „New Yorkera” jest nobilitacją dla każdego autora. Tym bardziej musiało nią być dla obcokrajowca! W tym samym czasie na rynku ukazał się „ Dziennik amerykański”, który także przyczynił się do sukcesu. Przez kilka następnych lat Tyrmand miał bardzo mocną pozycję w Nowym Jorku.

W 1970 r. poznał Marry Ellen Fox. Nie przez przypadek – studentka iberystki z Yale była zafascynowana publicystyką Tyrmanda. „Miałam wrażenie, że go znam, zgadzałam się ze wszystkim, co pisał” – wspomina. Poprosiła go więc o spotkanie. Rok później Mariellen i Lolek zostali małżeństwem, 10 dziesięć lat później urodziły się ich dzieci.

Mam nadzieję, że książka „Tyrmandowie. Romans amerykański” przyczyni się do odkłamania emigracyjnych losów Tyrmanda. U nas wciąż dobrze się ma przekonanie, że po wyjeździe z kraju pisarz nic nie osiągnął, popadł w depresję i frustrację, nie publikował. Owszem, miał różne okresy, potwierdza to sama Marry Ellen; owszem, lewicujący intelektualiści odrzucili go, na początku lat 70. drukował niewiele. Chyba jednak nie było tak źle, skoro małżonkowie podróżowali po Europie, nigdy nie zaciągali kredytów, mieszkali we własnym domu. W 1975 r. Tyrmand dostał zresztą bardzo interesującą propozycję ze stanu Illinois. Przyjął ją i został redaktorem naczelnym konserwatywnego pisma „Rockford Papers” i wicedyrektorem Conservative Institude (Instytut konserwatywny). Rodzina zyskała stabilizację. Przerwała ją dopiero śmierć pisarza. Zmarł w marcu 1985 r. w czasie wakacji na Florydzie.

Publikacja w opracowaniu Agaty Tuszyńskiej to zbiór listów wysłanych przez 15 lat znajomości. Wartość korespondencji jest olbrzymia – mamy do czynienia z bezpośrednim, niecenzurowanym przekazem. Listy – co oczywiste – nie przekazują pełnego obrazu, w książce znalazły się więc wspomnienia Marriellen, wypełniające część luk. Jeszcze wiele ich pozostało, ale na to będzie miejsce w rzetelnej biografii pisarza, która, miejmy nadzieje, wreszcie się ukaże.

Wydawnictwo MG, Warszawa 2012, s.272