Uwierz w ducha: Johan Theorin „Smuga krwi” – recenzja

To trzecia i prawdopodobnie ostatnia część olandzkiej serii kryminalnej Johana Theorina. W każdym razie ostatnia, w której spotkamy się z Gerlofem Davidssonem, emerytowanym marynarzem i utalentowanym detektywem-amatorem.
W „Smudze krwi” ten wielce sympatyczny starszy pan pojawia się już tylko symbolicznie: właśnie postanawia opuścić dom opieki i dożyć swoich dni w domu na wyspie. Ale spokój znów nie będzie mu dany, a to za sprawą pamiętników zmarłej żony oraz nowego sąsiada, Pera Mörnera. Tego drugiego dosięgnie właśnie niechlubna przeszłość. Nie jego własna – to przyzwoity facet – lecz ojca, który dorobił się majątku, unieszczęśliwiając przy tym wiele osób. Nie zdradzę jak, bo ujawnione to zostaje stosunkowo późno, dość, że ktoś zamierza wyrównać rachunki nie tylko ze swoim krzywdzicielem, ale także z niczemu niewinnym Perem. Chcąc nie chcąc, bohater musi rozwiązać zagadkę z przeszłości, by wyprzedzić poczynania mordercy-mściciela. Oczywiście Gerlof odrobinę włącza się w prywatne śledztwo.

Nie tylko Mörner jest nowym mieszkańcem Olandii – po latach przyjeżdża tu także Vendela, wraz z mężem, którą również dopadają demony z przeszłości. Mają one postać nie tylko dramatycznych wspomnień, lecz także skandynawskich duszków: elfów i trolli. Kobieta wierzy, że jeśli będzie składać elfom ofiary, duchy pomogą w nieszczęściu jej i Perowi, któremu na dodatek ciężko rozchorowała się córka. Czy elfy rzeczywiście są w stanie spełnić ludzkie życzenia, tego też ujawnić nie mogę, ale czytelnicy dwóch wcześniej wydanych powieści Theorina („Nocna zamieć” i „Zmierzch”) wiedzą już doskonale, że duchy to u niego pełnoprawni mieszkańcy wyspy i stali goście jego niezwykłej prozy, nie ma tu więc mowy o niespodziance.

Nie tylko obecność istot nadprzyrodzonych dodaje smaku cyklowi olandzkiemu. O tym bardzo wysoko cenionym, nie tylko przez szwedzką krytykę, pisarzu mówi się, że tworzy coś więcej niż intrygujące powieści kryminalne. I że to po prostu wspaniały realista, z czym całkowicie się zgadzam. Czy jednak to, co robi, można nazwać realizmem magicznym w wydaniu skandynawskim? Niezupełnie. U Theorina prawie wszystkie dziwne zdarzenia znajdują racjonalne wytłumaczenie. Ale zanim sprawy nieziemskie sprowadzone zostaną na ziemię, do krążących w powietrzu duchów warto podejść z dziecięcą otwartością.

Johan Theorin, Smuga krwi, przełożyła Barbara Matusiak, Czarne, Wołowiec 2012, s.456.