Virginia Woolf – Kryształ angielskiej literatury

Doskonale radziła sobie z rzeczami, których inni nawet nie próbowali – pisze o Virginii Woolf jeden z jej biografów. Jej dzieła przetrwają niczym kryształ przygnieciony masą kamieni – dodaje inny.
O jakości tych dzieł wśród krytyków już się nie dyskutuje. Woolf wyróżnia jej zmysł obserwacji, dostrzeganie niuansów w ludzkich (szczególnie damsko-męskich) relacjach, wyłapywanie tego, co symboliczne, w tym, co codzienne. Od samych wydarzeń bardziej ciekawi ją to, jak wpłyną one na świadomość bohaterów. Nawet, gdy opisuje czyjąś śmierć, skupia się raczej na tym, co ta śmierć znaczy dla innych. Obserwuje zachodzące w nich zmiany, to, w jaki sposób wspominają zmarłą osobę i jak te wspomnienia ewoluują.

reklama

Urodzona w 1882 roku pisarka jest też uważana za mistrzynię autoanalizy. Z godną podziwu odwagą nieustannie badała własną psychikę, z największymi obawami radząc sobie dopiero po ich literackim przetworzeniu. Tak było m.in. ze śmiercią uwielbianej matki czy trudną relacją Virginii z ojcem („Do latarni morskiej”), którym zajmowała się w ostatnich miesiącach jego walki z rakiem.

W prozie Woolf nie brakuje też odniesień do doświadczenia, które zostawiło najtrwalszy ślad na jej psychice: kilku lat molestowania przez dwóch starszych od niej przyrodnich braci. To jeden z głównych powodów jej wstydu przed własnym ciałem, obrzydzenia wobec wszystkiego co cielesne (stąd m.in. jej niechęć do jedzenia) i strachu przed fizyczną, „zwierzęcą” stroną małżeństwa. Powód problemów z odczuwaniem emocji, ich rozumieniem i okazywaniem. Problemów, z którymi zmagają się bohaterowie każdej jej książki

Dla samej Virginii te zmagania kończyły się kilkoma poważnymi załamania nerwowymi. W 1941 roku, gdy zbliżało się następne, a Woolf czuła, że tym razem nie zdoła go zwalczyć, napełniła kieszenie swojego płaszcza kamieniami i wyszła w stronę rzeki Ouse. W pożegnalnym liście do męża pisała „Kochany, (…) znów słyszę głosy i nie mogę się skoncentrować. Robię więc to, co wydaje się teraz najlepsze (…)”. Ta kolejna już w życiu „najdelikatniejszej angielskiej pisarki” próba samobójcza okazała się skuteczna.