Wbrew dorosłym regułom: Roy Jacobsen „Cudowne dzieci” – recenzja

materiały prasowe

„Cudowne dzieci” to pierwsze z wydanych w Polsce dzieł Roya Jacobsena. Urodzony w 1954 roku norweski prozaik ma już duży dorobek, na który składa się blisko dwadzieścia książek. Polscy czytelnicy dostają do ręki tę najnowszą.
Akcja „Cudownych dzieci” rozgrywa się w latach 1961-62, jeszcze zanim – dzięki odkrytym w niej złożom ropy naftowej i gazu ziemnego – Norwegia stała się jednym z najbogatszych państw świata. Bohater, Finn, relacjonujący zdarzenia, które rozegrały się w czasach jego dzieciństwa, wyraźnie podkreśla, że parę lat później jemu i wszystkim Norwegom zaczęło „powodzić się lepiej”. To trzeba zaznaczyć, bo w historii, którą za chwilę poznamy, niedostatek ma swój wyraźny udział. To właśnie dla podreperowania budżetu, Gerda, rozwiedziona matka Finna, decyduje się na wzięcie sublokatora, a pierwszą osobą, jaka się do niej zgłasza jest tajemnicza Ingrid. Jak się szybko okazuje, Ingrid była swego czasu kolejną życiową partnerką zmarłego w wypadku męża Gerdy. Pojawia się ona tylko po to, by obwieścić, iż nie jest w stanie utrzymać swojej córki, Lindy, i podrzuca ją Gerdzie niczym kukułcze jajo. W pokoju do wynajęcia zamieszkuje natomiast Kristian, który coraz wyraźniej daje do zrozumienia, iż chętnie zająłby miejsce pana domu.

Sześcioletnia Linda zachowuje się dość nietypowym, dziwnym dzieckiem, lecz dzięki miłości zastępczej matki, a przede wszystkim przyrodniego brata, dochodzi do siebie. Na tym właśnie opiera się tytułowa cudowność – nastoletni Finn potrafi skutecznie przeciwstawić się regułom narzuconym przez dorosłych, którzy bez zastanowienia wydają wyrok na dziewczynkę. Przypadek Lindy nie jest przy tym wyjątkowy, a dlaczego, tego już zdradzać nie powinnam.

To, w jaki sposób Jacobsen pokazuje Norwegię w epoce, kiedy nie stała się jeszcze rajem, nie do końca mnie zaskoczyło. Wystarczy sobie przypomnieć to, co działo się w sąsiedniej Szwecji, a co wielokrotnie opisywała w swoich powieściach Majgull Axelsson. Albo fakt, że Norwegia, jako jeden z pierwszych europejskich krajów, podpisała ustawy o czystości rasy, sankcjonując tym samym m.in. dyskryminację osób niepełnosprawnych umysłowo bądź o taką niepełnosprawność tylko podejrzewanych. W „Cudownych dzieciach” wprawdzie się o tym wprost nie wspomina, lecz o niechlubnej przeszłości także i Norwegii pamiętać trzeba, aby docenić klasę Jacobsena i jego niebywały takt i delikatność, gdy mówi o sprawach niezwykle drastycznych. I o krzywdzie wyrządzanej dzieciom. One jednak, na szczęście, nie okazują się wcale bezbronne, za to w pewnej mierze emocjonalnie mądrzejsze od tych, którzy są za nie odpowiedzialni.

Roy Jacobsen, „Cudowne dzieci”, przełożyła Anna Topczewska, DodoEditor, Kraków 2012, s. 214