Wojciech Jagielski, „Wypalanie traw” – recenzja

materiały prasowe

„Wypalanie traw to takie trochę pożegnanie z czasem, który upłynął, i wszystkim, co się w nim wydarzyło.(…) To jak rytuał oczyszczania, który ma przynosić nadzieję. Ale zdarza się, że przeradza się w dymną zasłonę, skrywającą śmiertelne zagrożenie” – tak mówi Jagielskiemu Raymond Boardman, najdziwniejszy z bohaterów książki opowiadającej o czasach tuż przed i zaraz po zniesieniu apartheidu w Republice Południowej Afryki.
Boardman, potomek angielskich kolonizatorów, zapewne nie jest jedynym mieszkańcem tego kraju, który próbuje być ponad podziałami i żyć przyzwoicie. To, chciałoby się powiedzieć, organiczny abolicjonista, okazujący szacunek swoim sąsiadom niezależenie od koniunktury i presji politycznej. Piszę „zapewne”, bo trudno mi sobie wyobrazić, aby taki Boardmanów nie dałoby się znaleźć więcej. Ale to oczywiście szlachetne wyobrażenie Europejki; wyobrażenie konsekwentnie burzone przez Wojciecha Jagielskiego, przez wiele lat zgłębiającego te kwestie na miejscu. I dowodzącego, że czarno-biały podział wciąż jest faktem, mimo że doszło do symbolicznego oczyszczenia. Zanim jednak ogień dojdzie do korzeni, czyli do świadomości mieszkańców niejednorodnego etnicznie kraju, minąć musi jeszcze wiele lat.

Jagielski sięga po historie kilku głównych bohaterów prezentujących odmienne postawy. Zupełnym przeciwieństwem Boardmana jest Eugène Terre’ Blanche (franc. biała ziemia), samozwańczy wódz burski, skrajny nacjonalista nienawidzący „czarnuchów”. Scena jego śmierci stanowi jedną z pierwszych sekwencji tej książki i tworzy ramę dla opowieści cofającej się do czasów, kiedy święcił on największe triumfy. Postać Terre’ Blanche’a ma wymiar symboliczny, tak jak i ukazana przez reportera rzeczywistość miasta Ventersdorp. Zachowanie i poglądy „morena” (czyli wodza) są charakterystyczne dla białego, agresywnego rasisty, natomiast w mieście ogniskują się wszystkie problemy typowe dla RPA czasu przełomu. Zmaga się z nimi dwóch bohaterów drugoplanowych: biały Henk Malan, zwolennik Terre’ Blanche’a, który musi się zaadaptować do zmian, żeby mieć z czego żyć, i czarnoskóry Tommy Lerefolo, młody idealista o ambicjach politycznych, przeżywający rozczarowanie rewolucją.

Losy tych czterech postaci autor śledzi przez wiele lat, obserwuje ich najdosłowniej, a nie wybiera i wysłuchuje post factum. Ta dyskretnie, ale konsekwentnie zaznaczana, wieloletnia obecność na miejscu zdarzeń, dodaje opowieści niezwykłej wręcz wiarygodności. Tu nie ma mowy o porównaniu cudzej relacji z własnymi wrażeniami, obraz nie jest zanieczyszczony, bo ogląda się go z perspektywy obcego. Jagielski oczywiście przybywa z innego kontekstu i nie stara się udawać, że jest inaczej, ale nie narzuca oglądanemu światu własnych szlachetniejszych przekonań. Komentuje to, co widzi i słyszy, w fantastycznym zresztą, sugestywnym skrócie, nie kryje także sympatii czy antypatii, a jednak daje tej rzeczywistości pierwszeństwo, stwarza przekaz obiektywny. Opowiada o czymś, co niby wydarzyło się i wciąż wydarza daleko, lecz wydaje się bliskie, bo tkwi w ludzkiej naturze.

Wojciech Jagielski, Wypalanie traw, Znak, Kraków 2012, s.306.