Wojciech Tochman „Dzisiaj narysujemy śmierć”

Materiały prasowe

W nocie na okładce książki Wojciech Tochman prowokuje czytelnika, żeby postawił sobie dwa pytania: „dlaczego o tym czytam?” i „dlaczego się z tym mierzę?”. Odpowiadam krótko: bo wierzę reporterowi. Ufam, że pokazuje mi to, co powinnam zobaczyć i usłyszeć albo raczej wiedzieć, aby pamiętać.
Dlatego znając już jego książkę o skutkach wojny na Bałkanach („Jakbyś kamień jadła”), bez namysłu sięgnęłam po te, w której przypomina ludobójstwo w Rwandzie. Sięgnęłam, by zmierzyć się z tym, o czym Tochman mówi, i wyczytać między wersami to, co przemilcza z szacunku dla swoich żywych i martwych bohaterów. Opowiadając o własnej pracy (w szkicu, który znalazł się w antologii „Prawdziwy koniec wojny jest przed jej początkiem”), reporter wyznał, iż drażni go każde słowo, które napisał. Rozumiem. I sama czuję dyskomfort, próbując uniknąć patosu, jaki ciśnie mi się na usta. Albo niezręczności, która zawiera się w stwierdzeniu, że Tochman wyjątkowo dobrze radzi sobie z takimi tematami. To fakt. Ale może właśnie w tym rzecz, bym poczuła rozdrażnienie i zażenowanie. A zarazem wdzięczność, że ktoś za mnie znalazł odpowiedni język i nie pozwolił zapomnieć.

reklama

Czarne, Wołowiec 2010, s. 152

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »