Yiyun Li „Włóczędzy”

Materiały prasowe

Imponujące przemiany gospodarcze w Chinach sprawiły, iż częściej mówi się dziś o renesansie cesarstwa, a nie o tym, co doprowadziło ten kraj do ruiny. Lektura „Włóczęgów” uświadamia jednak, że bezwzględny reżim wprowadzony przez Bandę Czworga wciąż pozostaje w pamięci tych, którzy go doświadczyli.
Jest rok 1979. Trzy lata wcześniej zakończyła się rewolucja kulturalna, ale totalitaryzm kwitnie w najlepsze, a ruch opozycyjny dopiero raczkuje. Mieszkańcy Błotnistej Rzeki wybierają się na publiczne „zdemaskowanie” i stracenie młodej kontrrewolucjonistki. Jej rodzice naturalnie cierpią, inni rodzice cieszą się – nie bez pewnej racji – że dziewczynę spotka wreszcie kara. Większość świadków egzekucji okazuje obywatelskie posłuszeństwo i tylko garstka ludzi, na czele z dawną koleżanką skazanej, próbuje zaprotestować przeciwko okrucieństwu zbrodni. Wśród bohaterów są też niewinni i niezaangażowani, lecz to właśnie oni doprowadzą do eskalacji przemocy.

reklama

Wielu z tych posłusznych obywateli cieszy się do dziś dobrym zdrowiem, a tak przerażające książki mogą pisać wciąż tylko emigranci. Fakt, że – jak w przypadku Li – bardzo utalentowani literacko, niestety nie ułatwia czytania.

przełożył Michał Kłobukowski, Czarne, Wołowiec 2010, s. 416

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »